To różowe wino o którym już raz wspominałem, że tak powiem zaimportowałem na własnych plecach z Tatrzańskiej Łomnicy, z drugiej strony Tatr. Zakup ten kosztował mnie aż całe EUR 2.5! Trochę skusił mnie ten srebrny medal, no ale cena była trochę podejrzana, inna sprawa że w tym sklepie nie było słowackiego wina droższego niż EUR 5.... Oprócz tego nie jestem specjalnie fanem Frankovki Modrej znanej w Austrii jako Blaufraenkisch a na Węgrzech jako Kekfrankos, przynajmniej jeżeli chodzi o wina czerwone z tego szczepu. Po prostu nie przepadam za aromatami charakterystycznymi dla czerwonych win z Kekfrankosa/Frankovki Modrej/Blaufraenkisch. Ale różowe? Z różowymi winami z tego szczepu wcześniej nie miałem zbyt wiele do czynienia, a tym samym nie miałem zbyt dobrego odniesienia.
Ale do rzeczy, sama butelka jest nawet atrakcyjna, wygląda nieco jak cukierek, taka duża, ciemnoróżowa landrynka. I co ciekawe, w środku też znajdziemy landrynki. W nosie dominuje dość intensywny i słodki aromat landrynek oraz świeży aromat leśnych jagód. Dopiero właściwa degustacja przynosi dość spore rozczarowanie, przynajmniej w pierwszej chwili. Wino z początku jest raczej płaskie i nieciekawe, mocno cierpkie zdominowane przez silną kwasowość, powiedziałbym średnio przyjemne, taki trochę 'kwas', pijalny ale 'kwas'. Ale tak jak to z winem często bywa, pierwsze wrażenia potrafią być mylące. Z biegiem czasu (a właściwie w momencie kiedy wino już prawie się skończyło, co oznacza że od początku nie było znowu takie złe :D) wino nabiera łagodności, gładkości i nawet delikatnej słodyczy, w sumie robi się całkiem przyjemne, a w smaku wyraźniej czuć nuty jagodowe. W sumie to dość proste wino z interesującymi akcentami, coś takiego dla koneserów 'oryginalnych' smaków raczej niż poszukiwaczy przyjemności w winie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowacja. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
poniedziałek, 23 lipca 2012
Matysak, Svatovavrinecke 2011
Wystarczy przejechać na drugą stronę naszej południowej granicy, no ewentualnie przeprawić się pieszo przez Tatry (jedyne 6-8 godzin w jedną stronę :D) żeby zakosztować nieco enoturystyki w wersji dla ubogich :D Moja enoturystyka w zeszły weekend polegała właśnie na tym, że z ciężkim plecakiem wypełnionym przemoczonymi ubraniami (od chodzenia po słowackich Tatrach Wysokich we mgle i deszczu występującemu naprzemiennie z mżawką...) podjechałem kolejką do Tatranskiej Lomnicy gdzie udałem się do położonego obok stacji supermarketu. W sumie zwyczajny supermarket, ale wybór miejscowego wina naprawdę ciekawy... Większość turystów zapewne napełnia koszyki piwem, no ewentualnie różnego rodzaju ziołowymi lub owocowymi spirytualiami. Wino aż chyba tak popularne nie jest, no bo jak, kupować wino ze Słowacji?? Jakieś żarty? No nie... Ceny po prostu powalające. Chciałem znaleźć coś z wyższej półki coś takiego ekskluzywnego, a tu najdroższe winko nawet nie dochodzi do 5 Euro, no dramat!
Wybór jest naprawdę spory i spędziłem tam dość sporo czasu (wcześniej zdarzyło mi się spróbować dwa winka z tego sklepu - bodajże Muskat i Modry Portugieser, oba niezłe, zwłaszcza Portugieser). Do plecaka niestety już wiele zmieścić się nie mogło - weszły tylko dwa - różowa Modra Frankovka i czerwone Svatovavrinecke (St.Laurent).
No więc jak zdradza tytuł, już w domu, jedyne 400km na północ na pierwszy ogień poszło Svatovavrinecke. W barwie wino jest głęboko rubinowe, połyskliwe, takie klasyczne. W aromacie powiedziałbym aromaty nieco bardziej charakterystyczne dla Kekfrankosa a nie dla St.Laurent. Coś w rodzaju suszonej śliwki, jałowca, może jeżyn i jagód, nieco odurzające. Ten czerwony St. Laurent jest równocześnie dość delikatnym jak i dobrze zbudowanym winem. Co ciekawe jest nawet nieco... południowe w charakterze, czy może bardziej węgierskie. W smaku wino jest nieco płaskie, ale dość przyjemne i wyraźnie taniczne z delikatnie zaznaczoną kwasowością. W posmaku trochę jałowca i jagód, może jeżyn. Jak dla mnie wino o nieco Egerskim charakterze. Solidne ale lekkie, do lekkich mięsnych dań, czy sałatek, ale samo też dobre. Nie ma właściwie do czego sie przyczepić co w cenie nieco ponad 3 Euro to niezłe osiągnięcie...
Wybór jest naprawdę spory i spędziłem tam dość sporo czasu (wcześniej zdarzyło mi się spróbować dwa winka z tego sklepu - bodajże Muskat i Modry Portugieser, oba niezłe, zwłaszcza Portugieser). Do plecaka niestety już wiele zmieścić się nie mogło - weszły tylko dwa - różowa Modra Frankovka i czerwone Svatovavrinecke (St.Laurent).
No więc jak zdradza tytuł, już w domu, jedyne 400km na północ na pierwszy ogień poszło Svatovavrinecke. W barwie wino jest głęboko rubinowe, połyskliwe, takie klasyczne. W aromacie powiedziałbym aromaty nieco bardziej charakterystyczne dla Kekfrankosa a nie dla St.Laurent. Coś w rodzaju suszonej śliwki, jałowca, może jeżyn i jagód, nieco odurzające. Ten czerwony St. Laurent jest równocześnie dość delikatnym jak i dobrze zbudowanym winem. Co ciekawe jest nawet nieco... południowe w charakterze, czy może bardziej węgierskie. W smaku wino jest nieco płaskie, ale dość przyjemne i wyraźnie taniczne z delikatnie zaznaczoną kwasowością. W posmaku trochę jałowca i jagód, może jeżyn. Jak dla mnie wino o nieco Egerskim charakterze. Solidne ale lekkie, do lekkich mięsnych dań, czy sałatek, ale samo też dobre. Nie ma właściwie do czego sie przyczepić co w cenie nieco ponad 3 Euro to niezłe osiągnięcie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)