Różowe wino 'Protocolo' 2010 z hiszpańskiego regionu Tierra de Castilla (25 zł, importer 101win). Tym razem to nie był do końca mój własny wybór, ponieważ moja druga połowa (Iwona) wskazała właśnie na to wino :D, a w tym czasie inne wina podobnego typu były nieschłodzone, a inne z tych leżących w lodówce nie przypadły do gustu (koniecznie miało być wytrawne i najlepiej różowe) dlatego w rzeczywistości wyboru nie miałem :).
Kwestia wyboru wina, czy działa się pod presją czy nie :) to jest baaardzo złożona kwestia. Najlepiej to wogóle jak wybierzemy się do restauracji czy winiarni a na pytanie jakie ma być usłyszymy każdą możliwą odpowiedź, jedno chce czerwone, drugie chce białe, trzecie chce słodkie, inni chcą wytrawne. W tej sytuacji to chyba najlepiej zostać winnym dyktatorem i wybrać za innych, bo i tak zazwyczaj sami nie wiedzą czego chcą... Gorzej jeżeli w towarzystwie znajdzie się drugi samozwańczy 'ekspert', bo to może się to skończyć niekończącą dyskusją (tak np. ostatnio przekonywałem znajomą o wyższości win europejskich nad tymi z Nowego Świata :D skąd to się bierze wyjaśnię później, a tak swoją drogą niedługo zresztą będę próbował zrewidować moje poglądy, w kolejce czekają różowe Pinot Noir z Nowej Zelandii i Zinfandel z Kalifornii).
W sumie mógłbym napisać wiele stron na temat doboru wina nawet nie zagłębiając się w takie szczegóły jak dopasowanie wina do konkretnych potraw, smaków i aromatów.. Trzeba wyjść przede wszystkim od tego, że wino pije się w towarzystwie, i tak najlepiej smakuje, bez dwóch zdań, a jak są co najmniej 2 osoby to właściwie od razu w grę wchodzi jakiś kompromis, bo jaka to przyjemność delektować się samemu patrząc jak inni się męczą, krzywią a koniec w końcu wino trzeba wylać (dramat!!!) Prawdziwy znawca to właśnie ten kto potrafi doskonale dobrać wino do sytuacji i okoliczności, osób, a niekoniecznie ten kto potrafi opowiadać godzinami o charakterystyce danego szczepu czy metodach produkcji (to powiedziałbym są niezbędne rzeczy z punktu widzenia enologów i producentów wina).
No więc na co musimy zwrócić uwagę dobierając wino? Pokrótce: liczba osób (cena!! - jeżeli organizujemy przyjęcie, lub spotkanie i musimy 'stawiać'), pogoda, pora roku, pora dnia, charakter spotkania (ostra impreza do rana, czy może raczej rozmowy do rana połączone z grami planszowymi?) jest jedzenie czy nie i jakiego rodzaju, czy wino jest do picia samo czy w akompaniamencie jedzenia, itd, itp. Zasady dość prosto ująć w kilku zdaniach. Po pierwsze wino do picia bez jedzenia zawsze powinno być lżejsze i łagodniejsze niż to do jedzenia. Druga zasada - ostre lub ciężkie potrawy/przekąski to ostre/ciężkie wino; lekkie i łagodne jedzenie to lekkie i łagodne wino. W innym wypadku albo wino zabije nam smak potraw albo potrawa zabije smak wina. Tak na przykład, łagodny (doskonały do picia sam!) Portugieser z nad Renu, po prostu nie ma szans w starciu z grilowanymi bakłażanami z fetą, natką i dużą ilością czosnku i oliwy, bo ten czosnek najzwyczajniej w świecie zabije smak typowego Portugiesera (ale już np. rasowa, solidna Rioja dałaby radę...). Tak samo konfrontacja delikatnego filetu z kurczaka w lekkim cytrynowym sosie z wysokiej klasy Bikaverem jest skazana na niepowodzenie, bo ostrość Bikavera skutecznie wyeliminuje subtelność i delikatność tej potrawy.
No i oczywiście pogoda, nie wiem jak mają inni, ale niewątpliwie ciężkie, rozgrzewające, czerwone wino to jak dla mnie dobry pomysł na zimny jesienny lub nawet zimowy wieczór, ale już na przykład w lecie to szukam orzeźwiającego, białego lub różowego wina, no chyba że jakiegoś delikatnego Pinot Noir lub Portugiesera... I tak koniec w końcu po jedynie czterech akapitach 'wstępu' (chyba dzisiaj po prostu miałem zbyt wiele czasu...:D) dochodzimy do sedna, czyli dzisiejszego wina, które stało się pretekstem do powyższego wywodu a właściwie mogłem zawrzeć to w jednym krótkim zdaniu: jest lato, więc może jeszcze raz spróbujemy różowego? :D W rzeczy samej o większości win jako takich to zbyt wiele napisać się nie da, ale za to ilość historii jakie mogą się z nimi wiązać jest właściwie nieograniczona... Nie jestem poetą i nikt mi nie płaci za pisanie poetycko-abstrakcyjnych opisów winnych aromatów i smaków (jakie można znaleźć w niektórych pismach) i jeżeli w winie wyraźnie nie czuję tego czy innego aromatu to staram się nie zmyślać, tylko mówię np. 'słaby' lub 'brak'. No ale do rzeczy, 'Protocolo' niewątpliwie może zachwycić swoim ciemnoróżowym, wyjątkowo głebokim kolorem. W aromacie też jest całkiem ciekawie, ja przynajmniej wyczułem tu delikatne nuty landrynkowe, poziomkowe i truskawkowe, dość wyraźną słodycz. W smaku za to bez rewelacji, jest w nim trochę słodyczy, jest też sporo kwasowości, trochę truskawki, wino jest dość ostre na języku a według Iwony, nawet gorzkie - jej zdecydowanie bardziej przypadło do gustu poprzednie wino (Andreas Bauer - Dornfelder-Spaetburgunder), wręcz wyraziła chęć zakupu większej ilości :). Mi osobiście akurat ostrość 'Protocolo' nawet się spodobała a w poprzednim winie moim zdaniem właśnie jedynie tego zabrakło. Wyraźnie tu jednak widać dwa kierunki w winnych preferencjach - gładkie i łagodne vs. ostre i szczypiące. Po raz kolejny nie mogę być jakoś szczególnie entuzjastyczny, bo znowu nie ma za bardzo się czym zachwycać. Owszem, 'Protocolo' można spokojnie zabrać ze sobą na imprezę, czy wypić w gronie znajomych, ale nie sądzę żeby nas ktoś potem dopytywał gdzie je dostać, czy też desperacko wyrażał chęć otworzenia kolejnej butelki 'Protocolo'...
Oczywiste jest jednak to że w przedziale cenowym 15-40 złotych wiele pozycji (wydaje mi się nawet że coraz więcej) to wina przyzwoite, bez większych wad ale i bez większych zalet, takie których raczej nie zapamiętamy, ale które nawet chętnie wypijemy z przyjaciółmi... Jest też rzec jasna sporo 'kwasów' których jedyne miejsce jest w zlewie, ale też znajdziemy tu wiele 'perełek' (jak Palestra z Portugalii, którego ciągle nie mam okazji otworzyć i trudno przewidzieć kiedy taka okazja w końcu się nadarzy) i dla nich na pewno warto eksplorować tą średnio-niską półkę. Z winami z wyższych półek (tak powiedzmy powyżej 40/50 złotych) jest już trochę inaczej, tam najczęściej wina albo nie spełniają naszych oczekiwań (związanych również z ceną) albo je przebijają, ale to już inny temat...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 lipca 2012
poniedziałek, 9 lipca 2012
Sauvignon Blanc - Sposób na upały?
Proste pytanie: Mają Państwo coś
dobrego na ten upał? Może być Suvignon Blanc? Jak najbardziej!
Kierując się sugestią sprzedawczyni we wspominanej już tu
wcześniej winiarni Bistro Żużu, spróbowaliśmy ochłodzić się
butelką Sauvignon Blanc od Casa Gualda z Hiszpanii. Z sukcesem!
Z jednej strony sugestia wydała mi się
jak najbardziej trafna, a z drugiej znowu dają o sobie znać moje
winne uprzedzenia. W sumie zawsze wychodziłem z założenia, że co
jak co ale najlepsze białe wina produkuje się na północnych
krańcach obszaru uprawy winorośli (również w Polsce!). Ten sam
zmienny i kapryśny klimat, który sprawia że np. polskie jabłka
mają prawdziwie unikalny smak i aromat, sprawia że białe wina z
północy (oraz gór) mają niepowtarzalny, silny i pełen życia
charakter. Dlatego zawsze gdy szukam białego wina, kieruję się od
razu do półek pt. „Niemcy”, „Węgry”, „Austria”,
„Alzacja”, „Słowacja” czy też nawet „Polska”...
Natomiast nigdy nie przyszłoby mi do głowy szukać w sekcji
Hiszpania... (w dziale Włochy to tylko jeżeli w grę wchodzi
Trentino lub Alto Adige...).
W sumie przyznam że na to Sauvignon
Blanc zdecydowałem się nieco z braku laku, bo akurat oferta win z
moich ulubionych obszarów nie była zbyt ciekawa, ale w sumie warto
było odrzucić uprzedzenia...
Sauvignon Blanc od Casa Gualda jest
bardzo jasne, krystaliczne, wręcz nieco blade w barwie, co muszę
powiedzieć już samo w sobie daje wrażenie świeżości i lekkości.
Można w nim wyczuć wiele interesujących aromatów, począwszy od
delikatnie zarysowanych, soczystych owoców tropikalnych, po zielone,
kwaśne jabłka i białe porzeczki. W smaku również coś z
zielonego jabłka. Tekstura dość gładka i bardzo przyjemna, a wino jest dość solidne i esencjonalne, w
pierwszej chwili po otwarciu lekko szczypiące i ostre w finiszu.
Jednym słowem, dość typowe, ale bardzo solidne i poprawne
Sauvignon Blanc, właściwie nie ma się do czego przyczepić. Choć
oczywiście muszę przyznać, że nieco bardziej entuzjastyczny niż
zwykle odbiór tego wina z mojej strony niewątpliwie wiąże się z
aktualnie panującym upałem... Co tu dużo mówić, Sauvignon Blanc
od Casa Gualda to naprawdę solidna propozycja na gorący letni
wieczór i to w niezłej cenie (30zł). Mi brakuje w tym winie
jedynie delikatnej nuty słodyczy... no ale to tylko ja... :D
wtorek, 3 lipca 2012
Svatovavrinecke Rose 2010, Spielberg
Witamy z powrotem po baaaaaardzo długiej przerwie. Tym razem wracamy z miejmy nadzieje już jak najbardziej regularnymi postami. (plan minimum to 1 wino tygodniowo!).
Dzisiaj do kieliszka trafiło różowe wino Svatovavrinecke
Rose rocznik 2010 od Spielberga. Wino zostało zakupione od importera
„Austrovin” wyspecjalizowanego w (jak łatwo się domyśleć)
winach z Austrii. Ale oprócz win z Austrii oferuje również kilka
win z Moraw, między innymi omawiane dziś różowe winko. Nie będę
krył że jestem szczególnie zainteresowany kierunkiem
środkowoeuropejskim, zwłaszcza że w Polsce nadal wina z Moraw,
Słowacji czy nawet Austrii są w pewnym sensie bardziej „egzotyczne”
(czy też inaczej nieznane) niż wina z Włoch, Hiszpanii, Portugalii
czy nawet Chile. Nie znaczy to jednak że zamierzam pomijać wina z
tych krajów, tak naprawdę kilka ciekawych pozycji z klasycznych
regionów winiarskich już czeka na recenzje.
Ale do sedna, szczep Svatovavrinecke,
znany również pod nazwą St.Laurent (np. w Niemczech) znałem do
tej pory głównie z lekkich ale ciekawych i aromatycznych win
czerwonych znad Renu (chociażby St.Laurent od Anselmanna). Różowy
St.Laurent z Moraw ma piękną jasnołososiową barwę z delikatnym
odcieniem miodu. Jednak zawartość smakowa nieco odbiega od
wyobrażeń jakie można mieć po pierwszym spojrzeniu. Co więcej
wino określone przez producenta jako 'polosladke' niebardzo
wpasowuje się w tą kategorię. Owszem, dość znaczna kwasowość
jest do pewnego stopnia zrównoważona cukrem, ale moim skromnym
zdaniem w smaku wino nawet nie zbliża się do kategorii
'półsłodkie', za to jego niewątpliwą zaletą jest dość miękka
i przyjemna tekstura zapewne wynikająca właśnie z zawartości
cukru. 'Półwytrawne' niewątpliwie byłoby bardziej trafnym
określeniem, zwłaszcza że wino jest dość ostre i 'szczypiące'
na języku. Co warto zaznaczyć, wino nabiera najwyższych walorów
smakowych nie prosto po wyjęciu z lodówki ale w momencie gdy zbliży
się do temperatury pokojowej, w tym momencie miękka tekstura
zaczyna dominować nad intensywną kwasowością i ostrością na
języku.
Ale zaraz zaraz, gdzie bukiety, aromaty
i takie tam? Jeżeli chodzi o aromat to nie za bardzo jest o czym
mówić ponieważ jest on bardzo słaby, można wyczuć jedynie
bardzo delikatną owocową świeżość, i to właściwie tyle, pod
tym względem Svatovavrinecke Rose jest raczej nieciekawe.
Zatem czas na szybkie podsumowanie.
Moje pierwsze wino z Moraw jest trochę rozczarowaniem, niby dobre,
ale bez historii, zapamiętam nazwę itd. ale niewiele poza tym. Pod
wieloma względami jest to wino jak najbardziej dobre i poprawne, być
może oczekiwania miałem zbyt duże (i może degustacja kolejnego
dnia przyniesie inne wrażenia..) być może po prostu nie trafiło w
mój gust (moim niedoścignionym wzorem letniego
słodko-orzeźwiającego wina nadal jest łagodny Portugieser
Weissherbst od Sommera, niestety niedostępny w tej chwili w Polsce).
No więc tak, obiektywnie rzecz biorąc, przyzwoite różowe wino,
ale cena 39zł to jednak trochę za dużo, za wino którego nie musze
koniecznie mieć w swojej kolekcji...
p.s. a propos pierwszego wina z Moraw, jedzie juz do mnie (no nie doslownie ale juz prawie) dostawa Czeskich win, kilka czerwonych, biale i rozowe, wiec bedzie o czym pisac, byc moze ktores z nich bedzie wiekszym (pozytywnym) zaskoczeniem niz Starovavrinecke...
Subskrybuj:
Posty (Atom)