Znowu zdarzyła mi się spora przerwa, no ale cóż raz to urlop, raz to praca, i tak czasu na pisanie już nie starcza. A przede wszystkim wina nie było z kim pić, a i przyznaję że czasami jakby tracę 'smak do wina' takie to ciężkie czasy...
Co takiego więc napatoczyło się tym razem? Tego już nie było bardzo dawno, a wina z tego szczepu jeszcze w ogóle nie opisywałem na łamach tego bloga...
O co tu chodzi? O Saemlinga vel. Scheurebe od Muenzenriedera z Austrii znad Neusiedlersee (jezioro Nezyderskie). Zacznijmy od tego czym jest Scheurebe/Saemling (pod pierwszą nazwą znany jest w Niemczech, pod drugą w Austrii). Jest to krzyżówka, nie będę tutaj przytaczał historii tego szczepu ani z jakich szczepów powstał, tylko powiem że moim zdaniem jest to naprawdę ciekawa hybryda. Wcześniej próbowałem Scheurebe tylko w wydaniu od Sommera, i było to naprawdę doskonałe łagodne białe wino, świetne na deser lub aperitif, pełne słodyczy i cytrusowych aromatów, a konkretnie grejpfruta.
Tak samo jak tamto Scheurebe, ten Saemling jest winem późnego zbioru (spaetlese) i w związku z tym charakteryzuje się wysoką zawartością cukru. Głęboka barwa wina - coś pomiędzy lipowym miodem a bursztynem - budzi skojarzenia z winami typu Eiswein, wręcz mógłbym przysiąc na pierwszy rzut oka że to Eiswein (gdybym nie miał przed oczami etykietki). Aromat też jest bardzo słodki, w rzeczy samej kojarzy się z miodem pitnym, ale w porównaniu z tym rodzimym specjałem jest bardziej orzeźwiający. W tle trochę cytrusowej, pomarańczowej ostrości. W ustach Saemling jest dość gładki ale nie jakoś wyjątkowo gęsty, jak na słodkie wino. Wino w smaku zdominowane jest przez miód, pomarańcze, i ulotną nutę brzoskwinii. Chociaż jest to słodkie wino, to słodycz jest do pewnego stopnia stonowana przez wyraźną, ożywczą kwasowość. Wszystko razem tworzy dość harmonijną całość.
Zastanawiałem się trochę z czym najlepiej można by było degustować to białe wino. Na pewno doskonale nadaje się na aperitif, ale też fajnie skomponowałoby się z deserem, sądzę że najlepiej z jakimś owocowym sorbetem, lub innym owocowym deserem. Myślę że kwaśno-słodka szarlotka stworzyłaby najciekawsze połączenie z tym białym winkiem.
Tak na koniec dodam, że wino kosztuje bodajże 33 złote i zakupiłem je w supermarkecie Piotr i Paweł, można je też dostać w sklepie internetowym importera (Austrovin).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białe wino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białe wino. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 lutego 2013
poniedziałek, 22 października 2012
Sauvignon Blanc/Moscatel, ekologiczne białe winko z Hiszpanii
Czy fakt, że wino jest z ekologicznej uprawy można wyczuć? No nie bardzo, przynajmniej mi nigdy się to nie udało. Więc tak jak w przypadku tego białego wina ze szczepów Moscatel i Sauvignon Blanc z hiszpańskiego La Mancha, jedynym 'bonusem' jaki dostajemy z tego tytułu jest jedynie świadomość, że mamy do czynienia z ekologicznym produktem... Powiedziałbym wręcz, że ekologiczne wina których do tej pory próbowałem są nawet przeciętnie nieco mniej udane niż ich 'tradycyjne' odpowiedniki, może dlatego, że ich producenci uznają że konsument skusi się właśnie na 'bonus' w postaci ekologicznego pochodzenia... To konkretne wino ma nawet medal, więc spośród innych ekologicznych win jakoś musiało się wyróżnić.
A teraz konkrety: W aromacie tego kupażu Sauvignon Blanc i Moscatel jest trochę świeżej zieleniny i bardzo delikatna nuta muskatowa i kwiatowa. Tutaj zdecydowanie dominuje Sauvignon Blanc, Moscatel jest tylko tłem. Znajdziemy tutaj też nieco owocowej słodyczy, białe porzeczki, jabłka. Wino jest solidnie zbudowane, w smaku również zdominowane przez Sauvignon Blanc. W ustach przyjemna, żywa, dość intensywna kwasowość, sporo ostrości, całkiem gładka, jedwabista struktura. Podsumowując, solidne ale raczej mało ciekawe wino. Być może już popadam głęboko w jakieś własne stereotypy, ale to kolejne hiszpańskie wino które jest solidne, w sumie poprawne i dobre ale nic ponad to... No i kolejny stereotyp, który jak dla mnie zawiera w sobie wiele prawdy - najlepsze białe wina to jednak robi się dużo dalej na północ, no i w górach... No chyba, że ktoś preferuje mocno zbudowane białe wina.
I tak na koniec, wino zakupiłem w cenie ok 30zł w winnym przystanku.
A teraz konkrety: W aromacie tego kupażu Sauvignon Blanc i Moscatel jest trochę świeżej zieleniny i bardzo delikatna nuta muskatowa i kwiatowa. Tutaj zdecydowanie dominuje Sauvignon Blanc, Moscatel jest tylko tłem. Znajdziemy tutaj też nieco owocowej słodyczy, białe porzeczki, jabłka. Wino jest solidnie zbudowane, w smaku również zdominowane przez Sauvignon Blanc. W ustach przyjemna, żywa, dość intensywna kwasowość, sporo ostrości, całkiem gładka, jedwabista struktura. Podsumowując, solidne ale raczej mało ciekawe wino. Być może już popadam głęboko w jakieś własne stereotypy, ale to kolejne hiszpańskie wino które jest solidne, w sumie poprawne i dobre ale nic ponad to... No i kolejny stereotyp, który jak dla mnie zawiera w sobie wiele prawdy - najlepsze białe wina to jednak robi się dużo dalej na północ, no i w górach... No chyba, że ktoś preferuje mocno zbudowane białe wina.
I tak na koniec, wino zakupiłem w cenie ok 30zł w winnym przystanku.
poniedziałek, 15 października 2012
Wino i sushi
Dzisiaj nietypowy wpis, ale tak trochę planuję, że tych 'nietypowych' wpisów jednak w przyszłości będzie więcej. Wina to właściwie temat nie do ogarnięcia, jedzenie też, więc jak połączymy jedno z drugim, to w ogóle okazuje się, że można by spędzić wieczność pisząc o niezliczonych kombinacjach, smakach, mniej lub bardziej dziwnych, mniej lub bardziej udanych połączeniach.
Tak samo jak i z winem samym w sobie, w przypadku połączenia wina z potrawami/przekąskami wiele można przewidzieć. No przynajmniej od razu można stwierdzić co na pewno nie będzie do siebie pasowało...Generalnie, jak już wspominałem tutaj nie przeciwieństwa, a raczej podobieństwa się przyciągają. Dlatego do białego ryżu, to jednak tylko białe wino...
Co takiego mamy do dyspozycji? Przyznam, że nie odbyłem specjalnie na okazję rolowania domowego sushi wyprawy w poszukiwaniu najlepiej pasującego wina, a jedynie skorzystałem z zawartości własnej lodówki i regału. Najlepsze co tam na tę okoliczność znalazłem to były dwa wytrawne, białe wina: Veltlinske Zelene od Diana Moravia i Ryzlink Rynsky (Riesling) od Habanske Sklepy (zakupiony w Piotr i Paweł za 19 lub 20 zł). Zastanawiałem się jeszcze intensywnie nad Mueller-Thurgau od Habanske Sklepy (opisane już przeze mnie) i sądzę że to byłoby zdecydowanie najlepsze, ale jednak koniec w końcu zdecydowałem się akurat na te dwa... Tak swoją drogą winem które zawsze mi przychodzi na myśl jeżeli chodzi o sushi jak i ryby to jest Pinot Gris, ale znam może z jedno miejsce gdzie na pewno mógłbym dostać niezłe wino z tego szczepu.
Tak swoją drogą to przyznam że nie za bardzo wiedziałem czego się spodziewać po Veltlinske Zelene (w Austrii znany jako Gruener Veltliner), bo po prostu tego szczepu nie znam, no ale z tego co kojarzyłem, to byłem pewien, że będzie to coś zdecydowanie w kierunku orzeźwiającego, nieco ostrego wina. W barwie ten Gruener Veltiner jest dość atrakcyjny, głęboko żółty, krystaliczny. Sam aromat jest już bardzo orzeźwiający z nutami soczystych egzotycznych owoców. Konkretnie, można tu wyraźnie wyczuć woń ananasa. W ustach to morawskie wytrawne wino z późnego zbioru jest gładkie, jedwabiste w teksturze. Jest tu też konkretny posmak zielonych, kwaskowatych jabłek, na finiszu delikatnie szczypiące, lekko pikantne na języku. Bardzo przyjemnie skomponowało się z sushi i jego ostrymi smakami. Wręcz, powiedziałbym pikantne smaki zniwelowały ostrość wina i wydobyły z niego więcej owocowej słodyczy. Słowem, naprawdę niezłe połączenie, punkt dla Gruener Veltliner.
Jak się ma sprawa z drugim towarzyszem domowego sushi? W aromacie Rieslinga z Moraw mamy lipę i kwiaty, soczystą owocowość oraz sporo orzeźwienia. Trzeba tu jeszcze wspomnieć o barwie (zazwyczaj piszę o niej tak dla zasady, bo generalnie nie uważam barwy za jakąś istotną cechę, chociaż w niektórych przypadkach bywa niezbyt ładna i wtedy świadczy o niskiej jakości), która jest dośc niezwykła - intensywna, landrynkowo-żółta, z delikatnie zielonym odcieniem. Wino w ustach jest dość pełne, jest tu nuta słodyczy, ale też dobrze wkomponowana, orzeźwiająca kwasowość. Ten riesling ma pełny posmak z nutą lipy. Generalnie cechuje się dość typowym dla Rieslinga połączeniem słodyczy z kwasowością. Fajne, przyjemne winko do picia samo. A jak z sushi? Tutaj zdecydowanie wygrywa Veltlinske Zelene, Rieslingowi chyba trochę brakuje pikantności i ostrości, żeby stanowić dobry akompaniament dla sushi.
Gewuerztraminer z Alzacji w ziołowej wariacji...
Nie czuję jak rymuję, a tego Gewuerztraminera z Alzacji zakupiłem w Lidlu w cenie ok 27zł. Niestety wino nie jest w stałej ofercie, a dostępne jest jedynie w ramach 'francuskiego tygodnia', co oznacza że w wielu sklepach tej sieci może już go dawno nie być... Czy jest ewentualnie czego żałować? W sumie tak, bo w tej cenie to naprawdę fajne białe winko.
Tak swoją drogą, to trochę miałem problem, żeby coś z tej francuskiej oferty win wybrać, właściwe jedyne co zwróciło moją uwagę, to dwa Gewuerztraminery z Alzacji (ten drugi był sporo droższy, bodajże ponad 40zł). Problem z tymi francuskim winami jest prosty i już o nim wspominałem. Spośród wszystkich niebywale ekskluzywnie wyglądających (i całkiem drogich) win czerwonych, zaledwie jedno miało w ogóle wypisane szczepy z których powstało... A ja nie jestem skłonny płacić ponad 30, 40 złotych za wina o których prawie nic nie wiem, może poza regionem pochodzenia i tym, że mają jakiś tam medal i atrakcyjną etykietkę. I to tyle w tym temacie, dlatego zdecydowałem się tylko na tego Gewuerztraminera...
Wino ma szlachetną, jasno-złotą, żółtą barwę. W aromacie w sumie żadnych zaskoczeń, charakterystyczna woń kwiatów, szczególnie róż a do tego zioła i wyraźna nuta owocowej słodyczy. Ogólnie jest przyjemnie i aromatycznie, więc już na tym etapie można się spodziewać Gewuerztraminera wysokiej jakości. Wino na etykietce jest określone jako słodkie, ale jeżeli ktoś się spodziewa deserowego wina, to może się zawieść. To nie jest typowo słodkie wino i raczej niespecjalnie pasowałoby do deserów. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, gęsta, jedwabista, znamionuje dużą zawartość cukru. Jednak mimo braku jakiejś silnej kwasowości zupełnie nie odczujemy tutaj jakiejś nachalnej słodkości. Byż może wynika to z faktu że w ustach wino jest całkowicie zdominowane przez nutę ziołową, wręcz w pewnej chwili miałem skojarzenia z lekko gorzkim ziołowym likierem. Jest tu też nieco delikatnej miodowej słodyczy, trochę mineralności. Podsumowując, wysokiej jakości, Gewuerztraminer w ziołowo-korzennym klimacie. Trudno powiedzieć z czym by się najlepiej skomponowało, chyba najlepsze będzie samo, do smakowania...
Tak swoją drogą, to trochę miałem problem, żeby coś z tej francuskiej oferty win wybrać, właściwe jedyne co zwróciło moją uwagę, to dwa Gewuerztraminery z Alzacji (ten drugi był sporo droższy, bodajże ponad 40zł). Problem z tymi francuskim winami jest prosty i już o nim wspominałem. Spośród wszystkich niebywale ekskluzywnie wyglądających (i całkiem drogich) win czerwonych, zaledwie jedno miało w ogóle wypisane szczepy z których powstało... A ja nie jestem skłonny płacić ponad 30, 40 złotych za wina o których prawie nic nie wiem, może poza regionem pochodzenia i tym, że mają jakiś tam medal i atrakcyjną etykietkę. I to tyle w tym temacie, dlatego zdecydowałem się tylko na tego Gewuerztraminera...
Wino ma szlachetną, jasno-złotą, żółtą barwę. W aromacie w sumie żadnych zaskoczeń, charakterystyczna woń kwiatów, szczególnie róż a do tego zioła i wyraźna nuta owocowej słodyczy. Ogólnie jest przyjemnie i aromatycznie, więc już na tym etapie można się spodziewać Gewuerztraminera wysokiej jakości. Wino na etykietce jest określone jako słodkie, ale jeżeli ktoś się spodziewa deserowego wina, to może się zawieść. To nie jest typowo słodkie wino i raczej niespecjalnie pasowałoby do deserów. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, gęsta, jedwabista, znamionuje dużą zawartość cukru. Jednak mimo braku jakiejś silnej kwasowości zupełnie nie odczujemy tutaj jakiejś nachalnej słodkości. Byż może wynika to z faktu że w ustach wino jest całkowicie zdominowane przez nutę ziołową, wręcz w pewnej chwili miałem skojarzenia z lekko gorzkim ziołowym likierem. Jest tu też nieco delikatnej miodowej słodyczy, trochę mineralności. Podsumowując, wysokiej jakości, Gewuerztraminer w ziołowo-korzennym klimacie. Trudno powiedzieć z czym by się najlepiej skomponowało, chyba najlepsze będzie samo, do smakowania...
wtorek, 9 października 2012
Rietburg Creation, subtelniejszy Gewuerztraminer
Od razu nasuwa mi się porównanie z innym Gewuerztraminerem - tym od A.Zirnhelt z Alzacji - obydwa są 'półwytrawne', ale od razu muszę powiedzieć, że ten francuski miał zdecydowanie więcej słodyczy...
Ale do rzeczy, barwa wina jest taka jak widać, jasno-żółta. Aromat jak zwykle nie zawodzi. Mamy tutaj woń kwiatów, róż, a momentami nawet pojawia się coś jakby brzoskwinie. Nie jest może tak intensywny jak aromat Traminera Aromatico z Trentino, ale w tym przypadku jest za to więcej przyjemnej subtelności. W ustach to wino nie jest tak gęste jak Gewuerztraminer od A.Zirnhelt, ale też ma przyjemną, jedwabistą teksturę. Wino jest lekkie w strukturze. Szlachetna słodycz nieźle równoważy delikatną kwasowość. Na finiszu trochę przyprawowej ostrości, momentami pojawia się posmak zielonych jabłek.
Ten Gewuerztraminer na pewno jest delikatniejszy i bardziej subtelny niż inne Gewuerztraminery, których próbowałem, no ale z drugiej strony nie jest tak wyrazisty i niektórym może mógłby się wydać zbyt słaby, W każdym razie w cenie tych 25zł to niezły, godny polecenia zakup.
Insignum, Moselland, poprawny i przyjemy, ale niezbyt ciekawy Riesling
Ten półwytrawny Riesling znad Mozeli został zakupiony w delikatesach K&M na rogu Jana Pawła i Nowolipki w cenie bodajże 37zł (w każdym razie coś bliżej 40 zł niż 30). W tej cenie już właściwie, nawet przeglądając pobieżnie moje posty, należy się spodziewać czegoś więcej niż poprawności. Niestety tylko tyle dostałem, poprawnego solidnego Rieslinga, ale to wszystko. W cenie blisko dwa razy niższej (konkretnie za niecałe 20zł) możemy już dostać Rieslinga feinherb z Lidla, który jakością niewiele odbiega od eksluzywnie brzmiącego 'Insignum'. Nie mówię, że to wino jest złe, ale w tej cenie chciałbym jednak dostać nieco więcej. Tak samo słodki Riesling z Austrii (Jurtschitsch) w cenie 40zł oferuje bogatsze wrażenia.
Nie ma tutaj zbyt wiele do opisywania, bo jak już pisałem, wino jest poprawne, ale bynajmniej nie czuję potrzeby kupienia go ponownie. W kolorze ten Riesling jest dość jasny, nieco blady, wapienny. Aromat jest, że tak powiem, raczej powściągliwy i mało otwarty, ogólnie dość typowy dla Rieslinga, trudniej mi to inaczej określić, bo nie ma tutaj nic charakterystycznego, lub dającego się jakoś dobrze określić, jest słodycz, trochę cukru i trochę owocowej ostrości. Aromat jest jak najbardziej przyjemny, ale brak w nim czegoś szczególnego.
W ustach wino jest całkiem przyjemne ze swoją dość gładką teksturą. Kwasowość i delikatnie szlachetna słodycz komponują się w całkiem harmonijną całość. Wino jest orzeźwiające, na finiszu lekko szczypiąca, ale niezbyt ostra kwasowość. Wino nie jest zbyt złożone, ale ogólnie rzecz biorąc dość solidne, eleganckie, dobre do picia samo. Owszem, nie ma się do czego przyczepić, ale jak dla mnie to taki dobry przykład poprawnego pod każdym względem półwytrawnego Rieslinga i nic więcej. Nic do zapamiętanie na dłużej, ani nic do czego chciałoby się ciągle wracać.
piątek, 5 października 2012
Prosty i smaczny Riesling feinherb z Lidla
To białe wino znad Mozeli w kieliszku jest raczej blade,
delikatnie żółte, jasne. Aromat całkiem bogaty, kwiatowo-owocowy,
trochę tutaj słodkiej woni świeżego soku winogronowego i nuty
muskatowej. W teksturze wino jest dość chropowate, ostre. Ma dużo
słodyczy, ale też intensywną kwasowość, Jest równocześnie
orzeźwiające i słodkie. Doskonałe do picia samo. Do potraw może
zbyt mało wyraziste. Łatwe, bezpretensjonalne i proste wino (ceny
nie pamiętam, ale prawdopodobnie nie przekraczała 19 zł) w dobrej
cenie.
czwartek, 27 września 2012
Habanske Sklepy, cytrusowy Mueller Thurgau
Ostatnio odkryłem, że delikatesy Piotr i Paweł mają całkiem przyzwoitą ofertę czeskich win. Jest też i parę ciekawych austriackich win, ale niestety w dużo mniej przyjaznych cenach. Z tego co pamiętam, do niedawna oferta w tym zakresie była raczej uboga i obejmowała zaledwie kilka zdecydowanie drogich win.
No ale są zmiany na lepsze. Teraz w Piotr i Paweł można znaleźć cały wachlarz win od Chateau Bzenec i Habanske Sklepy i to w większości w bardzo dobrych cenach. Ze trzy albo cztery wina od Habanske Sklepy (Mueller -Thurgau, Zweigelt, Riesling i chyba coś jeszcze) kosztują jedynie niecałe 19 złotych. Nie kojarze tak dobrze win od Chateau Bzenec ale były chyba w podobnych cenach. Jest tam między innymi Frankovka, która dostała niezłą recenzję w magazynie 'Wino'. Co ciekawe mimo, że próbowałem już wiele win od tych dwóch producentów, to akurat tych które próbowałem, tam nie było (no poza Chardonnay od Chateau Bzenec).
Koniec z tym gadaniem. Dzisiaj w kieliszku znalazł się Muelller Thurgau z 2010 roku o przyjemnej jasno-żóltej barwie. Od razu można zauważyć wiele wspólnego z kupażem Mueller-Thurgau/Muskat Moravsky od Diana Moravia. Tutaj też jest - w tym przypadku dużo bardziej wyrazisty niż w tamtym winie - aromat cytrusów, a konkretnie pomarańczy i cytryny. Momentami pojawiają się nuty zielonych jabłek. Jest dużo orzeźwienia, ale i delikatna nuta słodyczy. W ustach wino ma przyjemnie gładką teksturę. Tutaj też są cytrusy a dłuższą chwilę po otwarciu pojawiają się jabłka. Na finiszu trochę delikatnie zaznaczonej goryczki i konkretna kwasowość. Nie określił bym tego wina jako ostre. no ale dla entuzjastów łagodnego wina mogłoby być nieco za ostre. Moim zdaniem, w cenie 19zł to naprawdę świetne białe wino. Jeżeli chodzi o relację ceny do jakości to zdecydowanie jedna z lepszych opcji.
Fotografię zamieszczę później, ale od razu mogę powiedzieć że poza napisem na etykietce to wino nie różni się z wyglądu niczym od innych win Habanske Sklepy.
No ale są zmiany na lepsze. Teraz w Piotr i Paweł można znaleźć cały wachlarz win od Chateau Bzenec i Habanske Sklepy i to w większości w bardzo dobrych cenach. Ze trzy albo cztery wina od Habanske Sklepy (Mueller -Thurgau, Zweigelt, Riesling i chyba coś jeszcze) kosztują jedynie niecałe 19 złotych. Nie kojarze tak dobrze win od Chateau Bzenec ale były chyba w podobnych cenach. Jest tam między innymi Frankovka, która dostała niezłą recenzję w magazynie 'Wino'. Co ciekawe mimo, że próbowałem już wiele win od tych dwóch producentów, to akurat tych które próbowałem, tam nie było (no poza Chardonnay od Chateau Bzenec).
Koniec z tym gadaniem. Dzisiaj w kieliszku znalazł się Muelller Thurgau z 2010 roku o przyjemnej jasno-żóltej barwie. Od razu można zauważyć wiele wspólnego z kupażem Mueller-Thurgau/Muskat Moravsky od Diana Moravia. Tutaj też jest - w tym przypadku dużo bardziej wyrazisty niż w tamtym winie - aromat cytrusów, a konkretnie pomarańczy i cytryny. Momentami pojawiają się nuty zielonych jabłek. Jest dużo orzeźwienia, ale i delikatna nuta słodyczy. W ustach wino ma przyjemnie gładką teksturę. Tutaj też są cytrusy a dłuższą chwilę po otwarciu pojawiają się jabłka. Na finiszu trochę delikatnie zaznaczonej goryczki i konkretna kwasowość. Nie określił bym tego wina jako ostre. no ale dla entuzjastów łagodnego wina mogłoby być nieco za ostre. Moim zdaniem, w cenie 19zł to naprawdę świetne białe wino. Jeżeli chodzi o relację ceny do jakości to zdecydowanie jedna z lepszych opcji.
Fotografię zamieszczę później, ale od razu mogę powiedzieć że poza napisem na etykietce to wino nie różni się z wyglądu niczym od innych win Habanske Sklepy.
sobota, 22 września 2012
Gewuerztraminer w solidnym wydaniu, tym razem z włoskiego Trentino
O Gewuerztraminerze nie będę się rozpisywał, bo już to zrobiłem, no tak najwyżej powtórzę jeszcze raz, że to zdecydowanie jeden z moich ulubionych białych szczepów. Dzisiejszy Gewuerztraminer, znany we Włoszech również jako Traminer Aromatico, pochodzi z włoskiego regionu Trentino (Trydent), który jeżeli chodzi o białe wina to jest jednym z trzech najciekawszych i najbogatszych włoskich regionów, obok Alto Adige i Piemontu. Tak swoją drogą, jak łatwo zauważyć, najlepsze białe włoskie wina pochodzą z regionów alpejskich... Więc biorąc to wszystko pod uwagę, można się było po tym winie wiele spodziewać. Inna sprawa, że szybkie spojrzenie na etykietkę z tyłu butelki ujawnia, że to wino wyprodukowane dla... Lidla. Ale z doświadczenia wiem, że Lidl jak najbardziej sprzedaje przyzwoite, a czasami nawet bardzo dobre wina... Jak dotąd moje najlepsze zakupy z Lidla to czerwone, wytrawne wina: Saxa Loquuntur z Rioja, oraz Vino Nobile di Montepulciano (no a poza tym to Tempranillo - to ze słoneczkiem - oraz 'Vespral' są bezkonkurencyjne w kategorii najtańszych czerwonych win stołowych). Natomiast, jeżeli chodzi o białe wina, to jeszcze do tej pory nie spotkałem się z niczym ciekawym co pochodziło z Lidla. Takie chociażby białe niemieckie winka oferowane w tej sieci są raczej (przynajmniej te których próbowałem) mdłe i bezpłciowe. No jedynie Gavi, o którym tutaj pisałem, jest całkiem przyzwoite.
A dlaczego dopiero po etykietce domyśliłem się, że to wino z Lidla? Stąd że dostałem je w prezencie, a wino to zostało przywiezione prosto z... Włoch. Nie wiem czy dostępne jest w tej chwili w polskich sklepach tej sieci, ale jestem prawie pewien że kiedyś wcześniej je widziałem. W każdym razie jeżeli kiedykolwiek się pojawi, to nie omieszkam zakupić kilku butelek, bo warto... Nie dlatego, że jest jakieś wyjątkowe, ale dlatego że jest wyjątkowo solidne, a solidnych białych win jakoś cały czas mi brakuje... Z czerwonymi w sumie nie mam takiego problemu.
Potrzebne jest jeszcze małe wyjaśnienie - niestety butelkę Traminera Aromatico wyrzuciłem zanim zrobiłem zdjęcie, bo byłem przekonany że mam jeszcze jedną. Jednak zamiast Traminera Aromatico mam... Teroldego Rotaliano, zresztą też z Trentino... Więc tak, Traminer Aromatico wygląda bardzo podobnie z tą różnicą, że etykietka jest zielona i ma napis: Traminer Aromatico Trentino, ale graficznie etykietka jest taka sama.
Traminer Aromatico to chyba nawet lepsza nazwa niż Gewuerztraminer (Gewuerze to po niemiecku przyprawy), co doskonale poczuć można na przykładzie tego Traminera. Aromat tego białego wina jest bardzo intensywny i pełny, czysta przyjemność. Jest tu tak charakterystyczna dla Gewuerztraminera woń kwiatów (w opisach win tego szczepu zazwyczaj spotykam się konkretnie z aromatem róż) i delikatna nuta przypraw korzennych. To jest na tyle charakterystyczny aromat, że w sumie trudno go z czymkolwiek pomylić, jak dla mnie to obok muskatu najłatwiejszy do rozpoznania szczep. To wytrawne wino jest bardzo solidne, dobrze zbudowane, dość gęste i esencjonalne oraz całkiem krągłe. Charakteryzuje się intensywną, ale nie nadmierną kwasowością nadającą temu winu dużo życia. W finiszu charakterystyczny, lekko pikantny, przyprawowy posmak. Wino to może nie jest szczególnie bogate czy złożone, ale używając 'profesjonalnego' określenia :D doskonale wchodzi, a równocześnie jest niebanalne. Dobre do pikantnych sałatek i cięższych dań, doskonałe również do picia samo.
wtorek, 18 września 2012
Gatao, Vinho Verde, białe wino inaczej...
Vinho Verde można by tłumaczyć jako
zielone wino, ale tak naprawdę chodzi tutaj o młode wino z Portugalii, bo pod
nazwą Vinho Verde znajdziemy także różowe i czerwone wina. Vinho
Verde trzeba wypić nie dłużej niż rok po butelkowaniu, i tak
właśnie się je pije... szybko.
W sumie to nie ma co się dużo
rozpisywać, 'Gatao' jest moim zdaniem bardzo dobrym przykładem
Vinho Verde. Barwa tego wina jest bardzo jasna, prawie biała. Wino
jest bardzo orzeźwiające, lekko musowane, w aromacie i smaku są
świeże, zielone, nieco kwaśne winogrona. Są też nuty jakiejś
zieleniny. To półwytrawne Vinho Verde ma dość sporo słodyczy,
która bardzo dobrze równoważy żywą kwasowość. Winko doskonale
'wchodzi'. Krótko mówiąc, nie jest to wino do 'smakowania' czy
degustacji, tylko do picia w ciepły letni wieczór (no rzecz jasna
nie musi być letni ale chyba jednak najlepsze na ciepłe dni) Wino
jest lekkie zawiera jedynie 9% alkoholu, co rzecz jasna potrafi być
zdradliwe, bo można wypić go dużo więcej niż chociażby
przeciętnego czerwonego wina...
No i ostatnia rzecz, wino zakupiłem w cenie PLN 24 w Kauflandzie w Mrągowie, ale sądzę że powinno być dostępne w innych sklepach tej sieci.
czwartek, 13 września 2012
Kressmann, Bordeaux Moelleux 2011
O ile
dobrze pamiętam to dopiero drugie francuskie wino o którym piszę,
po Gewuerztraminerze z Alzacji (który zresztą bardziej mi się
kojarzy z niemieckimi tradycjami niż Francją). Czy jestem
uprzedzony? Niezupełnie, chyba się po prostu nie znam, albo raczej
nie mam zaufania do swojego rozeznania we francuskich winach. Jak dla
mnie to chyba jednak zbyt chaotyczny obszar z ogromną liczbą
regionów apelacji i tradycji. Jak dla mnie z tych najbardziej
uznanych krajów winiarskich to np. Hiszpania czy Włochy wydają się
dużo bardziej przejrzyste. Z tego co wiem, to też wbrew pozorom
Francja nie jest zbyt konserwatywnym krajem jeżeli chodzi o
produkcję wina. Tak dla przykładu to kupując francuskie wino,
nawet jeżeli pochodzi od znanego producenta i sprzedawane jest w
atrakcyjnym opakowaniu, to musimy uważać, czy czasem nie kupujemy
'zlewki' z całego regionu... Co więcej jeżeli na butelce nie jest
wyraźnie napisane, że wino zostało nalane do butelki w siedzibie
producenta, to najprawdopodobniej tak nie było i mamy do czynienia z
produktem tylko i wyłącznie firmowanym przez jakąś
markę/producenta. Tak też ma się najprawdopodobniej sytuacja z
opisywanym dzisiaj winem... Tak moim skromnym zdaniem, w
przypadku Włoch, Hiszpanii czy Austrii, dużo łatwiej jest na
pierwszy rzut oka rozpoznać wino klasy stołowej pochodzące z
różnych winnic czy będące po prostu, brzydko mówiąc 'zlewką'.
W
przypadku tego białego wina z etykietki dowiemy się bardzo
niewiele. Co takiego możemy wyczytać? Jedynie nazwę producenta
oraz to, że wino jest białe, półsłodkie i pochodzi z Bordeaux, i
to byłoby na tyle. Nie ma wątpliwości, że tutaj mamy do czynienia
z typowo masowym produktem, któremu brakuje jakiejś przwdziwej
tożsamości. Wiemy tylko, że pochodzi z Bordeaux, tak dla
porównania, to w przypadku kilku opisywanych wcześniej czeskich win
wiedziałem nawet, z której konkretnie winnicy w danej miejscowości
pochodzi dane wino. Cała ta wiedza oczywiście nie gwarantuje nam
wysokiej jakości, a bardziej poczucie że dostajemy coś unikalnego.
Jak można było się spodziewać (już kiedyś tego wina próbowałem,
ale wtedy wydawało mi się ciekawsze) to biało wino jest niezłej
jakości produktem, ale celowo używam tu słowa 'produkt'. Bo jak
dla mnie to jest trochę napój winny zmieszany tak, żeby dostarczył
w miarę przyjemnych wrażeń przeciętnemu odbiorcy. Jak zwykle
zaczynam od końca, ale tutaj po prostu brak jakiegokolwiek
charakteru. Owszem, znam wielu 'odbiorców' którym to wino bardzo by
smakowało, no bo w sumie jest przyjemne, słodkie, owocowe, gładkie,
ma przyjemną gęstość. Jest bardzo delikatne i lekkie. Ma
delikatny, owocowy aromat z brzoskwiniami w tle. No ale z drugiej
strony nie ma co więcej opisywać, bo wino to jest trochę nijakie.
Charakteru zdecydowanie brak. Tak na koniec to wino to zakupiłem w
Mrągowie w cenie niecałych 30 złotych, ale z tego co wiem jest ono
dość powszechnie dostępne w całej Polsce, w większości (no może
nie dosłownie większości, ale wielu) w miarę dobrze zaopatrzonych
sklepów alkoholowych i supermarketów.
środa, 12 września 2012
Martini Asti, do tortu i ciasta
Wina musowane Asti z Piemontu, tutaj w wydaniu od Martini. Do urodzinowego tortu czy ciasta po prostu nie ma nic lepszego, no może poza dobrymi białymi, słodkimi winami w rodzaju Vin Santo czy Eiswein. Ale biorąc pod uwagę, że tak jakoś na szczególną okazję zawsze najlepiej pasuje coś musowanego, to może jednak właśnie Asti. A dlaczego nic, że tak powiem 'szlachetniejszego'? Jakiś cremant, sekt, czy może z wyższej półki jakiś szampan lub Franciacorta? Owszem może wśród wymienionych wyżej rodzajów musujących win jest sporo przykładów doskonałych deserowych win (chociaż nie jestem pewien, bo trunki postrzegane jako 'szlachetne' najczęściej są wytrawne, a wielu osobom wydaje się, że jak słodkie to musi być dosładzane...), ale jednak to Asti bardziej mi pasuje... Być może to też dlatego, że kiedyś miałem przypadkiem okazję, że tak powiem, wziąć udział w małym przyjęciu urodzinowym zorganizowanym we włoskim schronisku w Alpach Nadmorskich, nieopodal Entracque w Piemoncie. Załapałem się na tort, a także.. na kieliszek Asti, takie proste, słodkie, aromatyczne musowane wino. Pasowało doskonale do tortu.
Kilka Asti już próbowałem, ale nie powiem, żebym zauważył jakieś szczególne różnice między nimi... Wszystkie są po prostu słodkie i przyjemne. Ktoś mógłby stwierdzić: ot taka oranżada. Mimo wszystko to coś lepszego. W Martini Asti, tak jak zresztą w innych Asti których próbowałem, nie ma tego drożdżowego zapachu charakterystycznego dla wielu musowanych win, zarówno tych najtańszych jak i tych droższych. Jest za to przyjemny, słodki, winogronowy, lekko muskatowy aromat. Nie ma tutaj żadnych zgrzytów. W smaku wino jest proste, ale równocześnie bardzo czyste, przyjemnie słodkie, muskatowe, krótko mówiąc zupełnie bezpretensjonalne. Tutaj właściwie nie ma czego opisywać, ale to bynajmniej źle o tym winie nie świadczy. Najzwyczajniej, jeżeli szukamy łagodnego, owocowego, delikatnego i słodkiego musowanego wina, to Asti od Martini (i w sumie nie tylko od tego producenta) to zawsze dobra opcja.
Kilka Asti już próbowałem, ale nie powiem, żebym zauważył jakieś szczególne różnice między nimi... Wszystkie są po prostu słodkie i przyjemne. Ktoś mógłby stwierdzić: ot taka oranżada. Mimo wszystko to coś lepszego. W Martini Asti, tak jak zresztą w innych Asti których próbowałem, nie ma tego drożdżowego zapachu charakterystycznego dla wielu musowanych win, zarówno tych najtańszych jak i tych droższych. Jest za to przyjemny, słodki, winogronowy, lekko muskatowy aromat. Nie ma tutaj żadnych zgrzytów. W smaku wino jest proste, ale równocześnie bardzo czyste, przyjemnie słodkie, muskatowe, krótko mówiąc zupełnie bezpretensjonalne. Tutaj właściwie nie ma czego opisywać, ale to bynajmniej źle o tym winie nie świadczy. Najzwyczajniej, jeżeli szukamy łagodnego, owocowego, delikatnego i słodkiego musowanego wina, to Asti od Martini (i w sumie nie tylko od tego producenta) to zawsze dobra opcja.
wtorek, 4 września 2012
Augustiniansky Sklep, Chardonnay o tokajskim charakterze
Czasami mam wrażenie, że może powinienem przemianować tego bloga na np. Morawskie WinoGronowe, ale tak po prostu się złożyło, że jedno po drugim idą same wina czeskie. Inne wina w moim asortymencie są albo za dobre (i rzecz jasna chomikuję je na później, a konkretnie na bliżej nieokreśloną datę w odległej przyszłości) albo po prostu je znam i nie byłyby żadną niespodzianką. Inne po prostu akurat mi w tej chwili 'nie podchodzą' (i czekają np. na zimę). No w każdym razie, jak łatwo można się domyśleć, kolejne wino pochodzi z.... tak, zgadliście! Z Moraw w Czechach, wręcz na etykietce mamy bardzo dokładnie wyszczególniony okręg i obszar, a nawet dokładną lokalizację (konkretnie jest to: oblast Morava, podoblast Slovacka, obec Nenkovice (miejscowość), vinicni trat Hejdy, co mi sugeruje, że mamy tutaj nawet określoną nazwę konkretnej działki/winnicy/lokalizacji, inaczej mówiąc dokładniej się nie dało) a to sugeruje że mamy już do czynienia z winem z 'wyższej', no jak kto woli, ze średniej półki. Co więcej, jest to wino późnego zbioru (pozdni zber) określone jako 'polosladke'. W sklepie w którym je kupowałem (w Albercie w miejscowości Unicov) było to jedno z najdroższych win, bo kosztowało aż 176 koron!!!! (ok 30 zł :D, drożyzna!). Tak więc, mogłem się wiele spodziewać po tym Chardonnay. A jak rzeczywistość ma się do wyobrażeń? W końcu w przypadku Chateau Lednice (też Chardonnay i pozdni sber) oczekiwania okazały się dalece wygórowane..
To Chardonnay w kieliszku ma bardzo intensywną, głęboko żółtą, bardzo atrakcyjną barwę. Aromat jest niezwykle intensywny i skoncentrowany, wręcz esencjonalny. Są tu intensywne nuty miodu i kwiatów, rodzynek, czegoś w rodzaju winogronowej esencji, jest też dość ostra woń alkoholu. Aromat przywodzi na myśl węgierskie tokaje. Także w smaku to Chardonnay ma wiele z charakteru tokajskich win, tak naprawdę trudno to określić innymi słowami. Wino jest dość gładkie, w smaku jest trochę rodzynek. Niestety to 'polosladke' wino zbyt słodkie nie jest. W ustach brakuję trochę esencji i słodyczy, które tak bardzo dominują aromat tego wina. Owszem jest trochę gęstości charakterystycznej dla słodkich i półsłodkich win, ale najwidoczniej dość intensywna i ostra kwasowość całkowicie ten cukier maskuje. Ogólnie w smaku wino raczej płaskie, ale również dość solidne, żywe i nawet przyjemne. Co tu dużo mówić, mam raczej mieszane odczucia co do tego wina. Z jednej strony intensywny, bogaty, pełen słodyczy aromat, a z drugiej raczej płaski, mało ciekawy, zdominowany przez kwasowość smak. Mam trochę wrażenie, że owszem, 'materiał źródłowy' czyli winogrona, były naprawdę przedniej jakości, ale wino jakby nie do końca jest 'udane'. Może i się nie znam,jakoś świetnie na produkcji wina, ale osobiście to bym wrzucił to winko na parę miesięcy do beczki, to może wyszło by z tego coś bardziej 'krągłego'. Inna sprawa, że być może to Chardonnay jest poprostu zbyt stare i najlepszy czas do spożycia już minął. To wino z rocznika 2007 powinno według etykietki leżeć nie więcej niż 5 lat, więc jak tu nie liczyć, dla tego wina był to już najwyższy czas, a może już było po prostu zbyt późno...
Jak na razie mój prywatny ranking białych win z Moraw przedstawiałby się tak:
Jak na razie mój prywatny ranking białych win z Moraw przedstawiałby się tak:
1. Bzenecka Lipka
2. Mueller-Thurgau/Muskat Moravsky; Diana Moravia
3. Chardonnay, Augustiniansky Sklep
i daleko, daleko na szarym końcu
Chardonnay, Chateau Lednice,
z białych win z Moraw na ocenę czeka jeszcze Veltlinske Zelene, ale szczerze to nie mam pojęcia kiedy się to wino do kieliszka napatoczy... :D
wtorek, 28 sierpnia 2012
Nie wszystko złoto co się świeci - "Półsłodki" Riesling z Chateau Lednice
Dlaczego napisałem półsłodki w cudzysłowiu?? Dlatego że to wino nie ma nic wspólnego ze słodkością czy nawet półsłodkością, tak moim skromnym zdaniem nawet nie zbliża się do określenia półwytrawne... Szczerze, to próbowałem już wytrawnych białych win o większej dozie słodyczy niż to 'półsłodkie'. No chyba że polosladke to nie oznacza półsłodkie tylko super-wytrawne :D W każdym razie długo zastanawiałem się czy wogóle o tym winie pisać, bo o winach zwyczajnie słabych po prostu za bardzo pisać mi się nie chce, no chyba że w ramach swoistego ostrzeżenia... Ewidentnie skusił mnie dość atrakcyjny wygląd butelki (przyznaję że często tym się sugeruję, mniemając że jeżeli ktoś zadaje sobie dość trudu żeby zatrudnić dobrego grafika, to również przykłada się do produkcji wina, no ale wiadomo, od każdej reguły są wyjątki) no i fakt, że jest to wino późnego zbioru (pozdni sber po czesku, lub jak kto woli spaetlese po niemiecku), co pozwalało mi oczekiwać czegoś o wysokiej gęstości, zawartości cukru i ekstraktywności.
Niestety nic z tego! Owszem aromat wina jest całkiem przyjemny, świeży, kwiatowo-miodowy, ale na tym przyjemne odczucia się kończą, bo wino jest najzwyczajniej w świecie zbyt kwaśne, wysoka kwasowość dominuje wszystko co w tym winie mogłoby być dobrego. Krótko mówiąc, przyjemność ze smakowania tego wina jest bardzo niewielka, przynajmniej jak dla mnie. Być może ktoś by powiedział, że nie jest wcale takie złe, ale największy minus to fakt, że to wino nie ma nic wspólnego z tym czego można by się całkiem słusznie spodziewać...
Niestety nic z tego! Owszem aromat wina jest całkiem przyjemny, świeży, kwiatowo-miodowy, ale na tym przyjemne odczucia się kończą, bo wino jest najzwyczajniej w świecie zbyt kwaśne, wysoka kwasowość dominuje wszystko co w tym winie mogłoby być dobrego. Krótko mówiąc, przyjemność ze smakowania tego wina jest bardzo niewielka, przynajmniej jak dla mnie. Być może ktoś by powiedział, że nie jest wcale takie złe, ale największy minus to fakt, że to wino nie ma nic wspólnego z tym czego można by się całkiem słusznie spodziewać...
piątek, 24 sierpnia 2012
Win z Moraw ciag dalszy, na poczatek biale wino Mueller-Thurgau/Muskat Moravsky, Diana Moravia
Witamy znowu po już zdecydowanie
krótszej niż ostatnio przerwie! Długi weekend spędziliśmy
aktywnie jeżdżąc po południowej Polsce a także zachaczyliśmy o
Czechy, kraj, jak nawet z niniejszego bloga wysnuć można, o dość
bogatych tradycjach winiarskich, nie do końca słusznie kojarzony w
Polsce prawie wyłącznie z piwem (co jednak być może już powoli
się zmienia..) no ewentualnie ze spirytualiami. No i oczywiście nie
mogło się obyć bez wizyty w sklepie, a konkretniej w dziale z
winem...
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Moselland, Riesling Spaetlese, 2009
Riesling z późnego zbioru, czyli
Spaetlese. Winogrona z późnego zbioru najczęściej dają wina o
dużej zawartości cukru, półwytrawne, półsłodkie, słodkie, ale
ogólnie oznaczenie Spaetlese również po prostu zaświadcza o
jakości wina nieco wyższej niż podstawowa. Według etykietki ten
Riesling znad Mozeli to półsłodkie wino o niskiej zawartości
alkoholu – 8%. W raczej nietanich delikatesach Mini Europa wino to
kosztowało 31zł, więc sądzę, że można znaleźć je w dużo
niższej cenie...
Ale do rzeczy, wino w barwie jest żółtawe, delikatnie słomkowe. Aromat jest przyjemny i orzeźwiający, ale nie potrafiłem się tam doszukać nic konkretnego, dużo słodyczy, trochę miodu, cytryny, białych kwiatów. W ustach wino jest dość gęste, w pierwszej chwili delikatnie słodkie, później jest dość intensywna kwasowość. Są cytrusy, a tak konkretniej coś w rodzaju cytryny i grejpfruta, trochę miodu. Całkiem przyjemna, ale prosta kompozycja. Kolejne dobre winko na upalny dzień zwłaszcza biorąc pod uwagę niską zawartość alkoholu i orzeźwiający smak (pomimo mocnej słodyczy). W sumie nic czego bym się nie spodziewał.. Ale to właściwie można uznać za plus, bo kupując to wino dostałem dokładnie to czego się spodziewałem. Inna sprawa, że moim zdaniem tego typu wino jednak powinno kosztować nieco mniej. Na pewno jest to nieco niższej klasy wino niż opisywany tu wcześniej Riesling z Kamptal, ale i tak jest nieźle.
A.Zirnhelt, Gewuerztraminer z Alzacji
Gewuerztraminer to nie jest zwykły
szczep, to coś więcej. Przynajmniej nie jest zbyt często spotykany
ani niestety zbyt tani. Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim
jak Gewuerztraminer z niskiej półki, po prostu tanie
Gewuerztraminery chyba nie istnieją, no chyba że pojedziemy do
Niemiec, Alzacji czy też Austrii i kupimy winko z tego szczepu
prosto od producenta, wtedy może już to być bardziej okazyjny
zakup. Wydaje mi się że testowanego dzisiaj Gewuerztraminera z
Alzacji już kiedyś widziałem bodajże w Makro, jestem prawie
pewien, ale musiałbym sprawdzić i zdaję się że tam można go
dostać tam już poniżej 30zł. Natomiast próbowany egzemplarz
zakupiłem w delikatesach w Międzylesiu, nieopodal PKP Międzylesie
w cenie 38 zł. W każdym razie ceny dobrych Gewuerztraminerów
zazwyczaj są całkiem konkretne, najlepszy jakiego próbowałem
pochodził z Alto Adige i kosztował bodajże ok 80 albo nawet 120zł,
ale znam również bardzo dobrego Gewuerztraminera Spaetlese z
Niemiec (producent bodajże nazywał się Abel) w cenie ok 40zł.
Muszę też przyznać że Gewuertztraminer to zdecydowanie jeden z
moich ulubionych białych szczepów obok Pinot Gris. Z tego szczepu
powstają naprawdę fantastyczne słodkie (i nie tylko),
esencjonalne, aromatyczne winka, dlatego jak dla mnie to zawsze dobry
wybór, zwłaszcza że mam wrażenie że mało ambitni czy też po
prostu słabi producenci za ten szczep w ogóle się nie zabierają...
A jak ma się sprawa z tym konkretnym
winem? W sumie żadnych zaskoczeń, bo po prostu jest tak jak trzeba.
W kieliszku wino jest jasnobiałe, nawet nieco wapienne. Aromat jest
bardzo przyjemny, intensywnie słodki, kwiatowy, różany, jest tam
też trochę miodu i świeżego soku ze słodkich winogron, ogólnie
bardzo dużo słodyczy ale i orzeźwiającej, lekko ostrej świeżości.
Po prostu jest bogato i intensywnie. Wino jest gładkie, gęste i przyjemne w
teksturze. To teoretycznie półwytrawne wino ma w
sobie pełno jedwabistej słodyczy. W smaku również
można wyczuć róże, trochę korzennych smaków. Finisz jest
delikatnie pikantny, szczypiący, ale nie powiedziałbym, że ostry.
To bardzo przyjemne, niezłej jakości wino, ale ze względu na dość
unikalny charakter Gewuerztraminera naturalnie nie musi każdemu
przypaść do gustu.
sobota, 14 lipca 2012
Słodki Riesling z Kamptal o aromacie.... wafelków!?!
Słodki
Riesling z Langenlois (region Kamptal w Dolnej Austrii, przy granicy
z Czechami, wino zakupione od Austrovin za PLN39.90) od nieco
słowiańsko brzmiącego producenta - Jurtschitsch Sonnhof -
dostarcza dość niespodziewanych wrażeń. Barwa jest dość typowa
jak dla słodkiego białego wina - jasno-żólta, słomkowa.
Natomiast aromat to już zupełnie inna bajka. Znawcą rieslingów
może nie jestem, więc za bardzo nie wiedziałem czego się
spodziewać, ale na pewno nie aromatu waty cukrowej, palonego cukru,
czy wafelków??? No chyba ze już mnie zmysły zawodzą, ale
szczerze nie przyszło mi nic bardziej adekwatnego na myśl niż
zapach palonego cukru... A było to chyba ostatnie czego bym się
mógł spodziewać. W sumie to chyba właśnie to najbardziej cenię
w winie, że potrafi być nieprzewidywalne, i czasami ni stąd ni zowąd pojawia się całkiem egzotyczny (nie mylić z aromatami
egzotycznych owoców :D) smak czy aromat.
W
ustach też jest dość nieszablonowo. Zamiast typowej dla wielu
białych słodkich win gładkości i gęstości jest ostry i żywy
charakter. To bynajmniej nie jest 'ulepek' ani winogronowy 'syrop'.
Nie znajdziemy tutaj też za bardzo owocowych smaków. W tym
Rieslingu dość ostro zaznaczona kwasowość raczej konkuruje z
intensywną słodyczą, zamiast tworzyć z nią harmonijny balans.
Wino jest intrygujące, powiedziałbym nieco dzikie, ale
równocześnie przyjemne w odbiorze...
Ten
słodki Riesling stworzył dość ciekawe połączenie ze słodkim
żółtym melonem, który doskonale wydobył jeszcze więcej smaku z
tego ciekawego wina. Nie próbowałem kombinacji z innymi owocami czy
deserami, ale sądzę że połączenie z sernikiem, zielonymi
winogronami, czy nawet bezą lub chałwą mogłoby przynieść
niezwykłe rezultaty. Słodki Riesling od Jurtschitsch Sonnhof z
2006 roku to naprawdę ciekawe wino, które warto postawić na
stole...
poniedziałek, 9 lipca 2012
Sauvignon Blanc - Sposób na upały?
Proste pytanie: Mają Państwo coś
dobrego na ten upał? Może być Suvignon Blanc? Jak najbardziej!
Kierując się sugestią sprzedawczyni we wspominanej już tu
wcześniej winiarni Bistro Żużu, spróbowaliśmy ochłodzić się
butelką Sauvignon Blanc od Casa Gualda z Hiszpanii. Z sukcesem!
Z jednej strony sugestia wydała mi się
jak najbardziej trafna, a z drugiej znowu dają o sobie znać moje
winne uprzedzenia. W sumie zawsze wychodziłem z założenia, że co
jak co ale najlepsze białe wina produkuje się na północnych
krańcach obszaru uprawy winorośli (również w Polsce!). Ten sam
zmienny i kapryśny klimat, który sprawia że np. polskie jabłka
mają prawdziwie unikalny smak i aromat, sprawia że białe wina z
północy (oraz gór) mają niepowtarzalny, silny i pełen życia
charakter. Dlatego zawsze gdy szukam białego wina, kieruję się od
razu do półek pt. „Niemcy”, „Węgry”, „Austria”,
„Alzacja”, „Słowacja” czy też nawet „Polska”...
Natomiast nigdy nie przyszłoby mi do głowy szukać w sekcji
Hiszpania... (w dziale Włochy to tylko jeżeli w grę wchodzi
Trentino lub Alto Adige...).
W sumie przyznam że na to Sauvignon
Blanc zdecydowałem się nieco z braku laku, bo akurat oferta win z
moich ulubionych obszarów nie była zbyt ciekawa, ale w sumie warto
było odrzucić uprzedzenia...
Sauvignon Blanc od Casa Gualda jest
bardzo jasne, krystaliczne, wręcz nieco blade w barwie, co muszę
powiedzieć już samo w sobie daje wrażenie świeżości i lekkości.
Można w nim wyczuć wiele interesujących aromatów, począwszy od
delikatnie zarysowanych, soczystych owoców tropikalnych, po zielone,
kwaśne jabłka i białe porzeczki. W smaku również coś z
zielonego jabłka. Tekstura dość gładka i bardzo przyjemna, a wino jest dość solidne i esencjonalne, w
pierwszej chwili po otwarciu lekko szczypiące i ostre w finiszu.
Jednym słowem, dość typowe, ale bardzo solidne i poprawne
Sauvignon Blanc, właściwie nie ma się do czego przyczepić. Choć
oczywiście muszę przyznać, że nieco bardziej entuzjastyczny niż
zwykle odbiór tego wina z mojej strony niewątpliwie wiąże się z
aktualnie panującym upałem... Co tu dużo mówić, Sauvignon Blanc
od Casa Gualda to naprawdę solidna propozycja na gorący letni
wieczór i to w niezłej cenie (30zł). Mi brakuje w tym winie
jedynie delikatnej nuty słodyczy... no ale to tylko ja... :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)