To białe wino znad Mozeli w kieliszku jest raczej blade,
delikatnie żółte, jasne. Aromat całkiem bogaty, kwiatowo-owocowy,
trochę tutaj słodkiej woni świeżego soku winogronowego i nuty
muskatowej. W teksturze wino jest dość chropowate, ostre. Ma dużo
słodyczy, ale też intensywną kwasowość, Jest równocześnie
orzeźwiające i słodkie. Doskonałe do picia samo. Do potraw może
zbyt mało wyraziste. Łatwe, bezpretensjonalne i proste wino (ceny
nie pamiętam, ale prawdopodobnie nie przekraczała 19 zł) w dobrej
cenie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półsłodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półsłodkie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 5 października 2012
Prosty i smaczny Riesling feinherb z Lidla
czwartek, 13 września 2012
Kressmann, Bordeaux Moelleux 2011
O ile
dobrze pamiętam to dopiero drugie francuskie wino o którym piszę,
po Gewuerztraminerze z Alzacji (który zresztą bardziej mi się
kojarzy z niemieckimi tradycjami niż Francją). Czy jestem
uprzedzony? Niezupełnie, chyba się po prostu nie znam, albo raczej
nie mam zaufania do swojego rozeznania we francuskich winach. Jak dla
mnie to chyba jednak zbyt chaotyczny obszar z ogromną liczbą
regionów apelacji i tradycji. Jak dla mnie z tych najbardziej
uznanych krajów winiarskich to np. Hiszpania czy Włochy wydają się
dużo bardziej przejrzyste. Z tego co wiem, to też wbrew pozorom
Francja nie jest zbyt konserwatywnym krajem jeżeli chodzi o
produkcję wina. Tak dla przykładu to kupując francuskie wino,
nawet jeżeli pochodzi od znanego producenta i sprzedawane jest w
atrakcyjnym opakowaniu, to musimy uważać, czy czasem nie kupujemy
'zlewki' z całego regionu... Co więcej jeżeli na butelce nie jest
wyraźnie napisane, że wino zostało nalane do butelki w siedzibie
producenta, to najprawdopodobniej tak nie było i mamy do czynienia z
produktem tylko i wyłącznie firmowanym przez jakąś
markę/producenta. Tak też ma się najprawdopodobniej sytuacja z
opisywanym dzisiaj winem... Tak moim skromnym zdaniem, w
przypadku Włoch, Hiszpanii czy Austrii, dużo łatwiej jest na
pierwszy rzut oka rozpoznać wino klasy stołowej pochodzące z
różnych winnic czy będące po prostu, brzydko mówiąc 'zlewką'.
W
przypadku tego białego wina z etykietki dowiemy się bardzo
niewiele. Co takiego możemy wyczytać? Jedynie nazwę producenta
oraz to, że wino jest białe, półsłodkie i pochodzi z Bordeaux, i
to byłoby na tyle. Nie ma wątpliwości, że tutaj mamy do czynienia
z typowo masowym produktem, któremu brakuje jakiejś przwdziwej
tożsamości. Wiemy tylko, że pochodzi z Bordeaux, tak dla
porównania, to w przypadku kilku opisywanych wcześniej czeskich win
wiedziałem nawet, z której konkretnie winnicy w danej miejscowości
pochodzi dane wino. Cała ta wiedza oczywiście nie gwarantuje nam
wysokiej jakości, a bardziej poczucie że dostajemy coś unikalnego.
Jak można było się spodziewać (już kiedyś tego wina próbowałem,
ale wtedy wydawało mi się ciekawsze) to biało wino jest niezłej
jakości produktem, ale celowo używam tu słowa 'produkt'. Bo jak
dla mnie to jest trochę napój winny zmieszany tak, żeby dostarczył
w miarę przyjemnych wrażeń przeciętnemu odbiorcy. Jak zwykle
zaczynam od końca, ale tutaj po prostu brak jakiegokolwiek
charakteru. Owszem, znam wielu 'odbiorców' którym to wino bardzo by
smakowało, no bo w sumie jest przyjemne, słodkie, owocowe, gładkie,
ma przyjemną gęstość. Jest bardzo delikatne i lekkie. Ma
delikatny, owocowy aromat z brzoskwiniami w tle. No ale z drugiej
strony nie ma co więcej opisywać, bo wino to jest trochę nijakie.
Charakteru zdecydowanie brak. Tak na koniec to wino to zakupiłem w
Mrągowie w cenie niecałych 30 złotych, ale z tego co wiem jest ono
dość powszechnie dostępne w całej Polsce, w większości (no może
nie dosłownie większości, ale wielu) w miarę dobrze zaopatrzonych
sklepów alkoholowych i supermarketów.
wtorek, 4 września 2012
Augustiniansky Sklep, Chardonnay o tokajskim charakterze
Czasami mam wrażenie, że może powinienem przemianować tego bloga na np. Morawskie WinoGronowe, ale tak po prostu się złożyło, że jedno po drugim idą same wina czeskie. Inne wina w moim asortymencie są albo za dobre (i rzecz jasna chomikuję je na później, a konkretnie na bliżej nieokreśloną datę w odległej przyszłości) albo po prostu je znam i nie byłyby żadną niespodzianką. Inne po prostu akurat mi w tej chwili 'nie podchodzą' (i czekają np. na zimę). No w każdym razie, jak łatwo można się domyśleć, kolejne wino pochodzi z.... tak, zgadliście! Z Moraw w Czechach, wręcz na etykietce mamy bardzo dokładnie wyszczególniony okręg i obszar, a nawet dokładną lokalizację (konkretnie jest to: oblast Morava, podoblast Slovacka, obec Nenkovice (miejscowość), vinicni trat Hejdy, co mi sugeruje, że mamy tutaj nawet określoną nazwę konkretnej działki/winnicy/lokalizacji, inaczej mówiąc dokładniej się nie dało) a to sugeruje że mamy już do czynienia z winem z 'wyższej', no jak kto woli, ze średniej półki. Co więcej, jest to wino późnego zbioru (pozdni zber) określone jako 'polosladke'. W sklepie w którym je kupowałem (w Albercie w miejscowości Unicov) było to jedno z najdroższych win, bo kosztowało aż 176 koron!!!! (ok 30 zł :D, drożyzna!). Tak więc, mogłem się wiele spodziewać po tym Chardonnay. A jak rzeczywistość ma się do wyobrażeń? W końcu w przypadku Chateau Lednice (też Chardonnay i pozdni sber) oczekiwania okazały się dalece wygórowane..
To Chardonnay w kieliszku ma bardzo intensywną, głęboko żółtą, bardzo atrakcyjną barwę. Aromat jest niezwykle intensywny i skoncentrowany, wręcz esencjonalny. Są tu intensywne nuty miodu i kwiatów, rodzynek, czegoś w rodzaju winogronowej esencji, jest też dość ostra woń alkoholu. Aromat przywodzi na myśl węgierskie tokaje. Także w smaku to Chardonnay ma wiele z charakteru tokajskich win, tak naprawdę trudno to określić innymi słowami. Wino jest dość gładkie, w smaku jest trochę rodzynek. Niestety to 'polosladke' wino zbyt słodkie nie jest. W ustach brakuję trochę esencji i słodyczy, które tak bardzo dominują aromat tego wina. Owszem jest trochę gęstości charakterystycznej dla słodkich i półsłodkich win, ale najwidoczniej dość intensywna i ostra kwasowość całkowicie ten cukier maskuje. Ogólnie w smaku wino raczej płaskie, ale również dość solidne, żywe i nawet przyjemne. Co tu dużo mówić, mam raczej mieszane odczucia co do tego wina. Z jednej strony intensywny, bogaty, pełen słodyczy aromat, a z drugiej raczej płaski, mało ciekawy, zdominowany przez kwasowość smak. Mam trochę wrażenie, że owszem, 'materiał źródłowy' czyli winogrona, były naprawdę przedniej jakości, ale wino jakby nie do końca jest 'udane'. Może i się nie znam,jakoś świetnie na produkcji wina, ale osobiście to bym wrzucił to winko na parę miesięcy do beczki, to może wyszło by z tego coś bardziej 'krągłego'. Inna sprawa, że być może to Chardonnay jest poprostu zbyt stare i najlepszy czas do spożycia już minął. To wino z rocznika 2007 powinno według etykietki leżeć nie więcej niż 5 lat, więc jak tu nie liczyć, dla tego wina był to już najwyższy czas, a może już było po prostu zbyt późno...
Jak na razie mój prywatny ranking białych win z Moraw przedstawiałby się tak:
Jak na razie mój prywatny ranking białych win z Moraw przedstawiałby się tak:
1. Bzenecka Lipka
2. Mueller-Thurgau/Muskat Moravsky; Diana Moravia
3. Chardonnay, Augustiniansky Sklep
i daleko, daleko na szarym końcu
Chardonnay, Chateau Lednice,
z białych win z Moraw na ocenę czeka jeszcze Veltlinske Zelene, ale szczerze to nie mam pojęcia kiedy się to wino do kieliszka napatoczy... :D
wtorek, 28 sierpnia 2012
Nie wszystko złoto co się świeci - "Półsłodki" Riesling z Chateau Lednice
Dlaczego napisałem półsłodki w cudzysłowiu?? Dlatego że to wino nie ma nic wspólnego ze słodkością czy nawet półsłodkością, tak moim skromnym zdaniem nawet nie zbliża się do określenia półwytrawne... Szczerze, to próbowałem już wytrawnych białych win o większej dozie słodyczy niż to 'półsłodkie'. No chyba że polosladke to nie oznacza półsłodkie tylko super-wytrawne :D W każdym razie długo zastanawiałem się czy wogóle o tym winie pisać, bo o winach zwyczajnie słabych po prostu za bardzo pisać mi się nie chce, no chyba że w ramach swoistego ostrzeżenia... Ewidentnie skusił mnie dość atrakcyjny wygląd butelki (przyznaję że często tym się sugeruję, mniemając że jeżeli ktoś zadaje sobie dość trudu żeby zatrudnić dobrego grafika, to również przykłada się do produkcji wina, no ale wiadomo, od każdej reguły są wyjątki) no i fakt, że jest to wino późnego zbioru (pozdni sber po czesku, lub jak kto woli spaetlese po niemiecku), co pozwalało mi oczekiwać czegoś o wysokiej gęstości, zawartości cukru i ekstraktywności.
Niestety nic z tego! Owszem aromat wina jest całkiem przyjemny, świeży, kwiatowo-miodowy, ale na tym przyjemne odczucia się kończą, bo wino jest najzwyczajniej w świecie zbyt kwaśne, wysoka kwasowość dominuje wszystko co w tym winie mogłoby być dobrego. Krótko mówiąc, przyjemność ze smakowania tego wina jest bardzo niewielka, przynajmniej jak dla mnie. Być może ktoś by powiedział, że nie jest wcale takie złe, ale największy minus to fakt, że to wino nie ma nic wspólnego z tym czego można by się całkiem słusznie spodziewać...
Niestety nic z tego! Owszem aromat wina jest całkiem przyjemny, świeży, kwiatowo-miodowy, ale na tym przyjemne odczucia się kończą, bo wino jest najzwyczajniej w świecie zbyt kwaśne, wysoka kwasowość dominuje wszystko co w tym winie mogłoby być dobrego. Krótko mówiąc, przyjemność ze smakowania tego wina jest bardzo niewielka, przynajmniej jak dla mnie. Być może ktoś by powiedział, że nie jest wcale takie złe, ale największy minus to fakt, że to wino nie ma nic wspólnego z tym czego można by się całkiem słusznie spodziewać...
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Moselland, Riesling Spaetlese, 2009
Riesling z późnego zbioru, czyli
Spaetlese. Winogrona z późnego zbioru najczęściej dają wina o
dużej zawartości cukru, półwytrawne, półsłodkie, słodkie, ale
ogólnie oznaczenie Spaetlese również po prostu zaświadcza o
jakości wina nieco wyższej niż podstawowa. Według etykietki ten
Riesling znad Mozeli to półsłodkie wino o niskiej zawartości
alkoholu – 8%. W raczej nietanich delikatesach Mini Europa wino to
kosztowało 31zł, więc sądzę, że można znaleźć je w dużo
niższej cenie...
Ale do rzeczy, wino w barwie jest żółtawe, delikatnie słomkowe. Aromat jest przyjemny i orzeźwiający, ale nie potrafiłem się tam doszukać nic konkretnego, dużo słodyczy, trochę miodu, cytryny, białych kwiatów. W ustach wino jest dość gęste, w pierwszej chwili delikatnie słodkie, później jest dość intensywna kwasowość. Są cytrusy, a tak konkretniej coś w rodzaju cytryny i grejpfruta, trochę miodu. Całkiem przyjemna, ale prosta kompozycja. Kolejne dobre winko na upalny dzień zwłaszcza biorąc pod uwagę niską zawartość alkoholu i orzeźwiający smak (pomimo mocnej słodyczy). W sumie nic czego bym się nie spodziewał.. Ale to właściwie można uznać za plus, bo kupując to wino dostałem dokładnie to czego się spodziewałem. Inna sprawa, że moim zdaniem tego typu wino jednak powinno kosztować nieco mniej. Na pewno jest to nieco niższej klasy wino niż opisywany tu wcześniej Riesling z Kamptal, ale i tak jest nieźle.
A.Zirnhelt, Gewuerztraminer z Alzacji
Gewuerztraminer to nie jest zwykły
szczep, to coś więcej. Przynajmniej nie jest zbyt często spotykany
ani niestety zbyt tani. Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim
jak Gewuerztraminer z niskiej półki, po prostu tanie
Gewuerztraminery chyba nie istnieją, no chyba że pojedziemy do
Niemiec, Alzacji czy też Austrii i kupimy winko z tego szczepu
prosto od producenta, wtedy może już to być bardziej okazyjny
zakup. Wydaje mi się że testowanego dzisiaj Gewuerztraminera z
Alzacji już kiedyś widziałem bodajże w Makro, jestem prawie
pewien, ale musiałbym sprawdzić i zdaję się że tam można go
dostać tam już poniżej 30zł. Natomiast próbowany egzemplarz
zakupiłem w delikatesach w Międzylesiu, nieopodal PKP Międzylesie
w cenie 38 zł. W każdym razie ceny dobrych Gewuerztraminerów
zazwyczaj są całkiem konkretne, najlepszy jakiego próbowałem
pochodził z Alto Adige i kosztował bodajże ok 80 albo nawet 120zł,
ale znam również bardzo dobrego Gewuerztraminera Spaetlese z
Niemiec (producent bodajże nazywał się Abel) w cenie ok 40zł.
Muszę też przyznać że Gewuertztraminer to zdecydowanie jeden z
moich ulubionych białych szczepów obok Pinot Gris. Z tego szczepu
powstają naprawdę fantastyczne słodkie (i nie tylko),
esencjonalne, aromatyczne winka, dlatego jak dla mnie to zawsze dobry
wybór, zwłaszcza że mam wrażenie że mało ambitni czy też po
prostu słabi producenci za ten szczep w ogóle się nie zabierają...
A jak ma się sprawa z tym konkretnym
winem? W sumie żadnych zaskoczeń, bo po prostu jest tak jak trzeba.
W kieliszku wino jest jasnobiałe, nawet nieco wapienne. Aromat jest
bardzo przyjemny, intensywnie słodki, kwiatowy, różany, jest tam
też trochę miodu i świeżego soku ze słodkich winogron, ogólnie
bardzo dużo słodyczy ale i orzeźwiającej, lekko ostrej świeżości.
Po prostu jest bogato i intensywnie. Wino jest gładkie, gęste i przyjemne w
teksturze. To teoretycznie półwytrawne wino ma w
sobie pełno jedwabistej słodyczy. W smaku również
można wyczuć róże, trochę korzennych smaków. Finisz jest
delikatnie pikantny, szczypiący, ale nie powiedziałbym, że ostry.
To bardzo przyjemne, niezłej jakości wino, ale ze względu na dość
unikalny charakter Gewuerztraminera naturalnie nie musi każdemu
przypaść do gustu.
środa, 11 lipca 2012
Dornfelder-Spaetburgunder, Andreas Bauer, czerwone, czy różowe?
Chociaż
w większości przypadków jedno spojrzenie nie pozostawia
wątpliwości i bez problemu możemy stwierdzić, że wino jest
czerwone, białe, lub różowe, w przypadku dzisiejszego winka, nie
jest oczywiste. Być może zdjęcie tego nie oddaje ale ta mieszanka
Dornfeldera i Spaetburgundera (lepiej znany pod nazwą Pinot
Noir/Pinot Nero) jest dość zastanawiająca. Chociaż napis na
butelce wyraźnie mówi nam "Rose" to kolor troche odbiega
od mojego wyobrażenia koloru różowego, ponieważ zdecydowanie
bliżej mu do barwy jasnoczerwonej, ceglastej... właściwie ta
"różowa" mieszanka Dornfeldera i Pinot Noir ma barwę
dość typową dla samego Pinot Noir. Granica między różowym a
czerwonym zwlaszcza w przypadku Pinot Noir jest często bardzo
cienka, i tylko to typowe delikatnie ceglaste zabarwienie często
sprawia że wino określamy jako czerwone. Również w smaku ta
różowa mieszanka nie jest zbyt różowa, brakuje jej typowej dla
wielu różowych win ostrośći.
Pod
wieloma względami wino to zdominowane jest przez Pinot
Noir i ani w aromacie ani smaku nie da się wyczuć zbyt wiele cech
Dornfeldera. Aromat tylko to potwierdza, ale ogólnie nie jest zbyt
bogaty, jest owocowy, slodkawy, soczysty, prosty. W smaku wino
też jest bardzo proste, delikatnie słodkie (zgodnie z etykietką
jest półwytrawne), łatwe. Wino ma wyraźny, charakterystyczny dla
pinot noir posmak rodzynek. To różowe winko z Niemieckiej Nadrenii
jest prawie pozbawione kwasowości, jest łagodne i gładkie. Nieciekawe, nudne, mdłe? Do pewnego stopnia
tak... Ale na imprezę, na duże spotkanie, do picia same (jest nieco
zbyt łagodne żeby się dobrze komponować nawet z dość łagodnymi
i lekkimi daniami) w dobrym towarzystwie jest naprawdę niezłe, ale
podsumowując nie należy się spodziewać nie wiadomo czego. Jednak
w cenie 21 złotych (wino zakupione było w sklepie sieci Piotr
i Paweł, z resztą import własny tej właśnie sieci) to naprawdę
przyzwoita propozycja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)