Znowu zdarzyła mi się spora przerwa, no ale cóż raz to urlop, raz to praca, i tak czasu na pisanie już nie starcza. A przede wszystkim wina nie było z kim pić, a i przyznaję że czasami jakby tracę 'smak do wina' takie to ciężkie czasy...
Co takiego więc napatoczyło się tym razem? Tego już nie było bardzo dawno, a wina z tego szczepu jeszcze w ogóle nie opisywałem na łamach tego bloga...
O co tu chodzi? O Saemlinga vel. Scheurebe od Muenzenriedera z Austrii znad Neusiedlersee (jezioro Nezyderskie). Zacznijmy od tego czym jest Scheurebe/Saemling (pod pierwszą nazwą znany jest w Niemczech, pod drugą w Austrii). Jest to krzyżówka, nie będę tutaj przytaczał historii tego szczepu ani z jakich szczepów powstał, tylko powiem że moim zdaniem jest to naprawdę ciekawa hybryda. Wcześniej próbowałem Scheurebe tylko w wydaniu od Sommera, i było to naprawdę doskonałe łagodne białe wino, świetne na deser lub aperitif, pełne słodyczy i cytrusowych aromatów, a konkretnie grejpfruta.
Tak samo jak tamto Scheurebe, ten Saemling jest winem późnego zbioru (spaetlese) i w związku z tym charakteryzuje się wysoką zawartością cukru. Głęboka barwa wina - coś pomiędzy lipowym miodem a bursztynem - budzi skojarzenia z winami typu Eiswein, wręcz mógłbym przysiąc na pierwszy rzut oka że to Eiswein (gdybym nie miał przed oczami etykietki). Aromat też jest bardzo słodki, w rzeczy samej kojarzy się z miodem pitnym, ale w porównaniu z tym rodzimym specjałem jest bardziej orzeźwiający. W tle trochę cytrusowej, pomarańczowej ostrości. W ustach Saemling jest dość gładki ale nie jakoś wyjątkowo gęsty, jak na słodkie wino. Wino w smaku zdominowane jest przez miód, pomarańcze, i ulotną nutę brzoskwinii. Chociaż jest to słodkie wino, to słodycz jest do pewnego stopnia stonowana przez wyraźną, ożywczą kwasowość. Wszystko razem tworzy dość harmonijną całość.
Zastanawiałem się trochę z czym najlepiej można by było degustować to białe wino. Na pewno doskonale nadaje się na aperitif, ale też fajnie skomponowałoby się z deserem, sądzę że najlepiej z jakimś owocowym sorbetem, lub innym owocowym deserem. Myślę że kwaśno-słodka szarlotka stworzyłaby najciekawsze połączenie z tym białym winkiem.
Tak na koniec dodam, że wino kosztuje bodajże 33 złote i zakupiłem je w supermarkecie Piotr i Paweł, można je też dostać w sklepie internetowym importera (Austrovin).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 lutego 2013
poniedziałek, 15 października 2012
Gewuerztraminer z Alzacji w ziołowej wariacji...
Nie czuję jak rymuję, a tego Gewuerztraminera z Alzacji zakupiłem w Lidlu w cenie ok 27zł. Niestety wino nie jest w stałej ofercie, a dostępne jest jedynie w ramach 'francuskiego tygodnia', co oznacza że w wielu sklepach tej sieci może już go dawno nie być... Czy jest ewentualnie czego żałować? W sumie tak, bo w tej cenie to naprawdę fajne białe winko.
Tak swoją drogą, to trochę miałem problem, żeby coś z tej francuskiej oferty win wybrać, właściwe jedyne co zwróciło moją uwagę, to dwa Gewuerztraminery z Alzacji (ten drugi był sporo droższy, bodajże ponad 40zł). Problem z tymi francuskim winami jest prosty i już o nim wspominałem. Spośród wszystkich niebywale ekskluzywnie wyglądających (i całkiem drogich) win czerwonych, zaledwie jedno miało w ogóle wypisane szczepy z których powstało... A ja nie jestem skłonny płacić ponad 30, 40 złotych za wina o których prawie nic nie wiem, może poza regionem pochodzenia i tym, że mają jakiś tam medal i atrakcyjną etykietkę. I to tyle w tym temacie, dlatego zdecydowałem się tylko na tego Gewuerztraminera...
Wino ma szlachetną, jasno-złotą, żółtą barwę. W aromacie w sumie żadnych zaskoczeń, charakterystyczna woń kwiatów, szczególnie róż a do tego zioła i wyraźna nuta owocowej słodyczy. Ogólnie jest przyjemnie i aromatycznie, więc już na tym etapie można się spodziewać Gewuerztraminera wysokiej jakości. Wino na etykietce jest określone jako słodkie, ale jeżeli ktoś się spodziewa deserowego wina, to może się zawieść. To nie jest typowo słodkie wino i raczej niespecjalnie pasowałoby do deserów. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, gęsta, jedwabista, znamionuje dużą zawartość cukru. Jednak mimo braku jakiejś silnej kwasowości zupełnie nie odczujemy tutaj jakiejś nachalnej słodkości. Byż może wynika to z faktu że w ustach wino jest całkowicie zdominowane przez nutę ziołową, wręcz w pewnej chwili miałem skojarzenia z lekko gorzkim ziołowym likierem. Jest tu też nieco delikatnej miodowej słodyczy, trochę mineralności. Podsumowując, wysokiej jakości, Gewuerztraminer w ziołowo-korzennym klimacie. Trudno powiedzieć z czym by się najlepiej skomponowało, chyba najlepsze będzie samo, do smakowania...
Tak swoją drogą, to trochę miałem problem, żeby coś z tej francuskiej oferty win wybrać, właściwe jedyne co zwróciło moją uwagę, to dwa Gewuerztraminery z Alzacji (ten drugi był sporo droższy, bodajże ponad 40zł). Problem z tymi francuskim winami jest prosty i już o nim wspominałem. Spośród wszystkich niebywale ekskluzywnie wyglądających (i całkiem drogich) win czerwonych, zaledwie jedno miało w ogóle wypisane szczepy z których powstało... A ja nie jestem skłonny płacić ponad 30, 40 złotych za wina o których prawie nic nie wiem, może poza regionem pochodzenia i tym, że mają jakiś tam medal i atrakcyjną etykietkę. I to tyle w tym temacie, dlatego zdecydowałem się tylko na tego Gewuerztraminera...
Wino ma szlachetną, jasno-złotą, żółtą barwę. W aromacie w sumie żadnych zaskoczeń, charakterystyczna woń kwiatów, szczególnie róż a do tego zioła i wyraźna nuta owocowej słodyczy. Ogólnie jest przyjemnie i aromatycznie, więc już na tym etapie można się spodziewać Gewuerztraminera wysokiej jakości. Wino na etykietce jest określone jako słodkie, ale jeżeli ktoś się spodziewa deserowego wina, to może się zawieść. To nie jest typowo słodkie wino i raczej niespecjalnie pasowałoby do deserów. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, gęsta, jedwabista, znamionuje dużą zawartość cukru. Jednak mimo braku jakiejś silnej kwasowości zupełnie nie odczujemy tutaj jakiejś nachalnej słodkości. Byż może wynika to z faktu że w ustach wino jest całkowicie zdominowane przez nutę ziołową, wręcz w pewnej chwili miałem skojarzenia z lekko gorzkim ziołowym likierem. Jest tu też nieco delikatnej miodowej słodyczy, trochę mineralności. Podsumowując, wysokiej jakości, Gewuerztraminer w ziołowo-korzennym klimacie. Trudno powiedzieć z czym by się najlepiej skomponowało, chyba najlepsze będzie samo, do smakowania...
sobota, 14 lipca 2012
Słodki Riesling z Kamptal o aromacie.... wafelków!?!
Słodki
Riesling z Langenlois (region Kamptal w Dolnej Austrii, przy granicy
z Czechami, wino zakupione od Austrovin za PLN39.90) od nieco
słowiańsko brzmiącego producenta - Jurtschitsch Sonnhof -
dostarcza dość niespodziewanych wrażeń. Barwa jest dość typowa
jak dla słodkiego białego wina - jasno-żólta, słomkowa.
Natomiast aromat to już zupełnie inna bajka. Znawcą rieslingów
może nie jestem, więc za bardzo nie wiedziałem czego się
spodziewać, ale na pewno nie aromatu waty cukrowej, palonego cukru,
czy wafelków??? No chyba ze już mnie zmysły zawodzą, ale
szczerze nie przyszło mi nic bardziej adekwatnego na myśl niż
zapach palonego cukru... A było to chyba ostatnie czego bym się
mógł spodziewać. W sumie to chyba właśnie to najbardziej cenię
w winie, że potrafi być nieprzewidywalne, i czasami ni stąd ni zowąd pojawia się całkiem egzotyczny (nie mylić z aromatami
egzotycznych owoców :D) smak czy aromat.
W
ustach też jest dość nieszablonowo. Zamiast typowej dla wielu
białych słodkich win gładkości i gęstości jest ostry i żywy
charakter. To bynajmniej nie jest 'ulepek' ani winogronowy 'syrop'.
Nie znajdziemy tutaj też za bardzo owocowych smaków. W tym
Rieslingu dość ostro zaznaczona kwasowość raczej konkuruje z
intensywną słodyczą, zamiast tworzyć z nią harmonijny balans.
Wino jest intrygujące, powiedziałbym nieco dzikie, ale
równocześnie przyjemne w odbiorze...
Ten
słodki Riesling stworzył dość ciekawe połączenie ze słodkim
żółtym melonem, który doskonale wydobył jeszcze więcej smaku z
tego ciekawego wina. Nie próbowałem kombinacji z innymi owocami czy
deserami, ale sądzę że połączenie z sernikiem, zielonymi
winogronami, czy nawet bezą lub chałwą mogłoby przynieść
niezwykłe rezultaty. Słodki Riesling od Jurtschitsch Sonnhof z
2006 roku to naprawdę ciekawe wino, które warto postawić na
stole...
piątek, 13 lipca 2012
Cienko, ale czego mogłem się spodziewać?
Z jednej strony nie mogłem spodziewać się zbyt wiele w cenie niecałych 15 złotych (zakupiłem je w delikatesach Piotr i Paweł,.zdaje się że była to jakaś promocja). Z drugiej, to jeżeli już mówimy o winach z najniższej półki cenowej to można mimo wszystko znaleźć tam przyzwoite stołowe wina, jak chociażby Vespral, czy Tempranillo z Lidla. Co mnie skusiło żeby zaryzykować? Chyba głównie to że jestem fanem szczepu Portugieser (którego najlepszym przykładem jest dla mnie nadal niemiecki półwytrawny Portugieser od Eugena Friedricha). Niestety nie jest to zbyt popularny szczep i jest uprawiany głównie w Niemczech, a w wielu sklepach oferta niemieckich win nadal ogranicza się do Liebfraumilch i czasami jakiegoś słodkiego Rieslinga..., do tanich lekkich, słodkawych i raczej mdłych win które przez wiele lat definiowały pojęcie polaków o niemieckich winach...
Barwa wina nie była zaskoczeniem, bo spodziewałem się czegoś cienkiego i nieatrakcyjnego w wyglądzie, ale zapach... Szkoda gadać... stajnia i łajno i tyle w tym temacie, owszem w tle coś z charakterystycznych aromatów Portugiesera jest ale i tak tego wina nie da się pić, no chyba że z zatkanym nosem. Inna sprawa że po pewnym czasie ten wyjątkowo nieatrakcyjny zapach się ulatnia. Tylko czy jest na co czekać? Wino jest baaaaaardzo cienkie, właściwie przypomina wodę z syropem malinowym, powiedziałbym, że nie za bardzo przypomina wino. I to byłoby na tyle, nie będę się już więcej pastwił.. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)