Tym razem zaczynam może od końca, bo
od oceny, ale w kategorii proporcji ceny do jakości wino 'Paxis' z
Portugalii od importera TiM w tej chwili spokojnie zmieściło by się
na mojej liście Top-10, jeżeli nawet nie Top-5. W cenie 23 złotych
(za tyle zakupiłem wino w Mikołajkach na Mazurach) to naprawdę
doskonały zakup. Oczywiście nie każdemu musi przypaść do gustu,
ale jakość w tej cenie jest naprawdę doskonała. Zacznę chociażby
od tego, że w aromacie to portugalskie wino bardzo przypominało
mi.... Barolo którego próbowałem zaledwie jakiś tydzień
wcześniej... Aromat tego wina jest dość intensywny, przyjemnie
słodki, jest w nim sporo owocowości ale i dużo esencji, coś w
rodzaju słodkiej konfitury wiśniowej lub czereśniowej, jest nuta
korzenno-ziołowa. W ustach to już bynajmniej nie Barolo, bo to
portugalskie wino jest bardzo mało taniczne. Jest solidnie ale
prosto, jest dużo przyjemnej, owocowej słodyczy, trochę wiśni i
czereśni ale nie jest specjalnie bogato. Jest za to żywa kwasowość.
To wszystko daje doskonale 'wchodzące' wino, w pewnym sensie lekkie
i przyjemne ale równocześnie dość esencjonalne, nieźle
zbalansowane. Tak, żeby nie było że za bardzo zachwalam, to
podkreślę jeszcze raz, że to mimo wszystko dość proste wino i
jeżeli ktoś szuka czegoś zaskakującego czy unikalnego to może
się zawieść, bo to oczywiście nie ta półka. Jeżeli ktoś szuka
czegoś 'łatwego' ale i nie zupełnie banalnego to na pewno dobry
wybór.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
A.Zirnhelt, Gewuerztraminer z Alzacji
Gewuerztraminer to nie jest zwykły
szczep, to coś więcej. Przynajmniej nie jest zbyt często spotykany
ani niestety zbyt tani. Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim
jak Gewuerztraminer z niskiej półki, po prostu tanie
Gewuerztraminery chyba nie istnieją, no chyba że pojedziemy do
Niemiec, Alzacji czy też Austrii i kupimy winko z tego szczepu
prosto od producenta, wtedy może już to być bardziej okazyjny
zakup. Wydaje mi się że testowanego dzisiaj Gewuerztraminera z
Alzacji już kiedyś widziałem bodajże w Makro, jestem prawie
pewien, ale musiałbym sprawdzić i zdaję się że tam można go
dostać tam już poniżej 30zł. Natomiast próbowany egzemplarz
zakupiłem w delikatesach w Międzylesiu, nieopodal PKP Międzylesie
w cenie 38 zł. W każdym razie ceny dobrych Gewuerztraminerów
zazwyczaj są całkiem konkretne, najlepszy jakiego próbowałem
pochodził z Alto Adige i kosztował bodajże ok 80 albo nawet 120zł,
ale znam również bardzo dobrego Gewuerztraminera Spaetlese z
Niemiec (producent bodajże nazywał się Abel) w cenie ok 40zł.
Muszę też przyznać że Gewuertztraminer to zdecydowanie jeden z
moich ulubionych białych szczepów obok Pinot Gris. Z tego szczepu
powstają naprawdę fantastyczne słodkie (i nie tylko),
esencjonalne, aromatyczne winka, dlatego jak dla mnie to zawsze dobry
wybór, zwłaszcza że mam wrażenie że mało ambitni czy też po
prostu słabi producenci za ten szczep w ogóle się nie zabierają...
A jak ma się sprawa z tym konkretnym
winem? W sumie żadnych zaskoczeń, bo po prostu jest tak jak trzeba.
W kieliszku wino jest jasnobiałe, nawet nieco wapienne. Aromat jest
bardzo przyjemny, intensywnie słodki, kwiatowy, różany, jest tam
też trochę miodu i świeżego soku ze słodkich winogron, ogólnie
bardzo dużo słodyczy ale i orzeźwiającej, lekko ostrej świeżości.
Po prostu jest bogato i intensywnie. Wino jest gładkie, gęste i przyjemne w
teksturze. To teoretycznie półwytrawne wino ma w
sobie pełno jedwabistej słodyczy. W smaku również
można wyczuć róże, trochę korzennych smaków. Finisz jest
delikatnie pikantny, szczypiący, ale nie powiedziałbym, że ostry.
To bardzo przyjemne, niezłej jakości wino, ale ze względu na dość
unikalny charakter Gewuerztraminera naturalnie nie musi każdemu
przypaść do gustu.
Modry Portugal, Habanske Sklepy, południowy charakter z... Czech
Tak jak już wspominałem, wino
nierzadko zaskakuje i za nic ma stereotypy... Południowy charakter z
Moraw? A czemu nie? No jakbym wino o „południowym” charakterze
zakupił od polskiego producenta to może i by był szok, ale takie
wino z Czech, Niemiec, czy Austrii to w sumie nic tak całkiem
niezwykłego, jak najbardziej się zdarza.
Tak też jest z Modrym Portugalem od
Habanske Sklepy. Już z butelki wydobywa się bardzo ostry i
charakterny aromat. W kieliszku wino jest przejrzyste, ma bardzo
przyjemną, ciepłą, rubinową barwę. To wino już potrzebuje nieco
'poddychać', ponieważ chwile po otwarciu w aromacie jest pełno
duszącego dymu i jałowca a w smaku trochę goryczy. To wszystko na
szczęście mija zaledwie po jakichś 30 minutach i robi się tylko
coraz ciekawiej. W aromacie pojawiają się czereśnie, a nawet
słodkie konfitury z czerwonych owoców, zapach jałowca stopniowo
zanika ale trzyma się dość długo. Jest też tu sporo alkoholu w
nosie. Chociaż w aromacie jest sporo południowych aromatów, to
jednak w ustach jest już nieco bardziej w klimacie środkowej
Europy. Ten Modry Portugal rzecz jasna nie dorównuje mocą i
strukturą południowym winom, ale sporo jest tutaj tego klimatu. W
smaku już nieco jesteśmy bliżej Węgier. W ustach dość żywa
kwasowość, ale też trochę krągłej słodyczy, jest aronia i
trochę jałowca. Nawet ciekawe i złożone wino, co więcej co
zawsze jest intrygujące, przechodzi dość duże przeobrażenia po
otwarciu, w trakcie picia (no o ile nie pijemy zbyt szybko) jedne
aromaty zanikają, inne się rozwijają. Czy jest przyjemne? No
jeżeli miałbym zdecydować czy bardziej przyjemne czy interesujące,
to powiedziałbym, że interesujące, no ale to już kwestia gustu...
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Frankovka Modra rose, mój import z Tatranskiej Lomnicy :)
To różowe wino o którym już raz wspominałem, że tak powiem zaimportowałem na własnych plecach z Tatrzańskiej Łomnicy, z drugiej strony Tatr. Zakup ten kosztował mnie aż całe EUR 2.5! Trochę skusił mnie ten srebrny medal, no ale cena była trochę podejrzana, inna sprawa że w tym sklepie nie było słowackiego wina droższego niż EUR 5.... Oprócz tego nie jestem specjalnie fanem Frankovki Modrej znanej w Austrii jako Blaufraenkisch a na Węgrzech jako Kekfrankos, przynajmniej jeżeli chodzi o wina czerwone z tego szczepu. Po prostu nie przepadam za aromatami charakterystycznymi dla czerwonych win z Kekfrankosa/Frankovki Modrej/Blaufraenkisch. Ale różowe? Z różowymi winami z tego szczepu wcześniej nie miałem zbyt wiele do czynienia, a tym samym nie miałem zbyt dobrego odniesienia.
Ale do rzeczy, sama butelka jest nawet atrakcyjna, wygląda nieco jak cukierek, taka duża, ciemnoróżowa landrynka. I co ciekawe, w środku też znajdziemy landrynki. W nosie dominuje dość intensywny i słodki aromat landrynek oraz świeży aromat leśnych jagód. Dopiero właściwa degustacja przynosi dość spore rozczarowanie, przynajmniej w pierwszej chwili. Wino z początku jest raczej płaskie i nieciekawe, mocno cierpkie zdominowane przez silną kwasowość, powiedziałbym średnio przyjemne, taki trochę 'kwas', pijalny ale 'kwas'. Ale tak jak to z winem często bywa, pierwsze wrażenia potrafią być mylące. Z biegiem czasu (a właściwie w momencie kiedy wino już prawie się skończyło, co oznacza że od początku nie było znowu takie złe :D) wino nabiera łagodności, gładkości i nawet delikatnej słodyczy, w sumie robi się całkiem przyjemne, a w smaku wyraźniej czuć nuty jagodowe. W sumie to dość proste wino z interesującymi akcentami, coś takiego dla koneserów 'oryginalnych' smaków raczej niż poszukiwaczy przyjemności w winie.
Ale do rzeczy, sama butelka jest nawet atrakcyjna, wygląda nieco jak cukierek, taka duża, ciemnoróżowa landrynka. I co ciekawe, w środku też znajdziemy landrynki. W nosie dominuje dość intensywny i słodki aromat landrynek oraz świeży aromat leśnych jagód. Dopiero właściwa degustacja przynosi dość spore rozczarowanie, przynajmniej w pierwszej chwili. Wino z początku jest raczej płaskie i nieciekawe, mocno cierpkie zdominowane przez silną kwasowość, powiedziałbym średnio przyjemne, taki trochę 'kwas', pijalny ale 'kwas'. Ale tak jak to z winem często bywa, pierwsze wrażenia potrafią być mylące. Z biegiem czasu (a właściwie w momencie kiedy wino już prawie się skończyło, co oznacza że od początku nie było znowu takie złe :D) wino nabiera łagodności, gładkości i nawet delikatnej słodyczy, w sumie robi się całkiem przyjemne, a w smaku wyraźniej czuć nuty jagodowe. W sumie to dość proste wino z interesującymi akcentami, coś takiego dla koneserów 'oryginalnych' smaków raczej niż poszukiwaczy przyjemności w winie.
Vino Mikulov, Svatovavrinecke Rose z Moraw
Właściwie najlepszą metodą oceny
wina zbliżającą się do jakiejś namiastki obiektywności byłoby
porównanie win z tego samego szczepu, o podobnej cenie i ewentualnie
z tego samego regionu. W innym przypadku jedyne co może wykazać
nasze porównanie, to to że wolimy jeden szczep od innego, lub jeden
kraj od drugiego... To Svatovavrinecke Rose, to już będzie drugie
różowe wino tego szczepu jakie tutaj opisuję, więc w końcu jest jakiś materiał do konkretnego porównania...
Svatovavrinecke Rose zakupiłem na
sklep.bohemiasekt.pl w cenie 20.90zł, więc tu jest zdecydowanie
atrakcyjnie. Kolor też jest bardzo ciekawy, jasnoherbaciany, trochę
brzoskwiniowy, czasami nawet delikatnie pomarańczowy. W aromacie
kwiaty, momentami melon, trochę brzoskwinii i pomarańczy. W smaku
nie wyczułem żadnych konkretów, jest owocowo, delikatnie, może
nieco pomarańczowo. Wino ma bardzo przyjemną, jedwabistą teksturę
i chociaż to wytrawne wino, to wyraźnie można wyczuć bardzo
delikatną słodycz... To svatovavrinecke charakteryzuje się też
raczej delikatną, ale zaznaczoną kwasowością i nieco ostrym
finiszem. Podsumowując, kolejne bardzo przyjemne wino na upały.
Zdecydowanie bardziej polecam niż Svatovavrinecke od Spielberga, to
od Vino Mikulov jest po prostu dużo lżejsze i 'przyjemniejsze w
odbiorze'.
Clear Lake, Zinfandel Rose z Kalifornii od Marks&Spencer
Już od dłuższego czasu zbieram się
do napisania co nieco na temat win z tzw. Nowego Świata. Oczywiście,
taki twór jak „wina z nowego świata” to daleko idące i na
pewno krzywdzące uproszczenie, trochę jakby wrzucać do jednego
worka „wina z Europy”, gdzie przecież każdy kraj a nawet region
to inna kultura winiarska, inny klimat, inna gleba i tak mówienie o
jakimś jednym Europejskim charakterze byłoby zupełną bzdurą...
Ale czy w przypadku „Nowego Świata” rzeczywiście nie można
sobie pozwolić na żadne uproszczenia? Nie to żebym był jakoś
uprzedzony, ale sądzę, że jednak tak... Jest całkiem sporo
powodów. Przede wszystkim, jak się domyślam, wszystko co z „Nowego
Świata” dociera do Europy i Polski to właściwie tylko wino od
bardzo dużych producentów uprawiających ogromne winnice, inaczej
nigdy nie opłaciłoby się tego wina sprzedawać na rynkach
oddalonych o kilkanaście tysięcy kilometrów, po prostu skala tego
biznesu musi być bardzo duża, żeby się dało jeszcze radę
zgarnąć jakąś przyzwoitą marżę. Fakt, że wina z „Nowego
Świata” mają często bardzo konkurencyjne ceny (w przypadku Clear
Lake Zinfandel Rose to jeżeli dobrze pamiętam było jedynie 17zł!!
w promocji, ale nawet bez promocji to pewnie zaledwie trochę ponad
20zł) świadczy o tym, że mamy do czynienia z typowo masowym
produktem z wielkich wytwórni. Owszem wina z Chile, Australii,
Kalifornii, Argentyny są często firmowane przez nazwiska znanych i
uznanych winiarzy, ale te wina już mają konkretną, nieco mniej
konkurencyjną cenę, cenę w której możemy już dostać bardzo
ciekawe i świetnej jakości wina od małych Europejskich
producentów, rodzinnych firm uprawiających zaledwie po
kilka/kilkanaście hektarów winnic. Co tu dużo mówić, jak dla
mnie Europejskie wina są dużo mniej anonimowe, w wielu przypadkach
bez problemu możemy poznać stojących za nimi prawdziwych ludzi.
Owszem, bardzo chętnie pozwiedzałbym rodzinne winnice w Kalifornii,
bo sądzę że to czego mógłbym tam spróbować niewiele miałoby
wspólnego z tym co mogę tutaj kupić w sklepie.
Faktem jest również, że w takich
krajach jak Chile, Australia, USA, Argentyna, czy RPA warunki do
uprawy winorośli są często doskonałe, co pozwala na osiągnięcie
doskonałej jakości winogron. Dla wielu osób to jest najlepszy
argument żeby wybrać np. wino z Chile. Owszem, te wina często
charakeryzują się wysoką ekstraktywnością i mocą, ale czy
subtelnością?
Clear Lake Zinfandel Rose raczej
subtelne nie jest. W barwie jest dość blade, jasnoróżowe. W
aromacie trochę truskawek i bardzo mocna woń cukru, nieco
kwasowości. Wino w teksturze jest lekko chropowate, brak mu
gładkości i harmonii. W smaku sporo cukru i zarazem żywej
kwasowości. Trzeba przyznać, że cieszyło się dużą
popularnością i poszło bardzo szybko. Ale szczerze ja mam nieco
mieszane uczucia na jego temat, w sumie to dość smaczne i proste,
niewymagające wino z przyjemnym aromatem, ale z drugiej trochę
toporne i nieharmonijne. W swojej cenie to i tak dużo więcej
niż można by się spodziewać... Wcześniej próbowaliśmy jeszcze
Pinot Noir Rose z Marlborough w Nowej Zelandii też od Marks&Spencer
i tamto wino w sumie bardziej bym mógł polecić, bo było
zdecydowanie bardziej złożone i ciekawsze (truskawki, landrynka,
nieco śmietankowo-kremowe) i kosztowało niewiele więcej (ok 21zł).
środa, 1 sierpnia 2012
Chateau Bzenec - Modry Portugal z Moraw
Modry Portugal/Blauer Portugieser z Moraw od Chateau Bzenec. Czerwone, wytrawne wino o niewielkiej zawartości alkoholu (11.5%). Kolejne winko z Czech zakupione w cenie niecałych PLN25 na bohemiasekt.pl. Pierwsze wrażenie może nie było najlepsze, ale to że aromat chwilę po otwarciu potrafi być dziwny i nawet nieprzyjemny, to nie jest nic niezwykłego. Nie tylko ciężkie i solidne wina potrzebują pooddychać, bo pod korkiem często w pierwszej chwili możemy się natknąć na coś niezbyt atrakcyjnego. Ale wystarczy zaledwie kilka minut i już robi się ciekawie... Można powiedzieć że aromat tego wina ewoluuje. W pierwszej chwili są wiśnie i czereśnie, z upływem czasu pojawia się czarna porzeczka i nieco jałowca może trochę dymu i wino robi się nieco ostrzejsze. Wino jest bardzo lekkie, prawie pozbawione tanin i charakteryzuje się raczej delikatną kwasowością, ma dość gładką teksturę. W smaku trochę brakuje wyrazistości, jest trochę malin i porzeczek. Wina z tego szczepu i z tego regionu Europy są raczej łagodne, delikatne i lekko zbudowane, i tutaj w sumie nie należy się spodziewać czegoś diametralnie (co nie oznacza że nie można się tutaj natknąć na wina o 'południowym charakterze') odmiennego, ale mogę powiedzieć że jednak w przypadku tego Modrego Portugala zabrakło trochę charakteru i wyrazistości aromatów. Z lekkością najlepiej współgrają intensywne aromaty i żywa owocowość, a właśnie tego trochę tutaj zabrakło. Modry Portugal od Chateau Bzenec jest nawet przyjemnym, ale niestety trochę płaskim winem. Ogólnie dobrze, ale bez rewelacji...
Subskrybuj:
Posty (Atom)